Delfiny

18wrz14

Jak co roku, rybacy / myśliwi w Taiji zabijają delfiny butlonose. Przy pomocy hałasu delfiny zagania się do zatoki i blokuje ujście sieciami.

Do zabijania delfinów służą metalowe pręty. Pręty wbija się w rdzeń kręgowy, i pozostawia delfina, żeby się udusił i wykrwawił. Tradycja. Trzeba przyznać, że nikt nie mówi o tym, że w ten sposób chroni przyrodę.

Martwy delfin wart jest zaledwie $600. To tyle, co tańsza wersja lustrzanki Canona, z tym, że delfinów butlonosych (a jest to jeden z najliczniejszych gatunków delfina) jest sześćset tysięcy, a Canon niedawno sprzedał 70-milionową lustrzankę z linii EOS.

Podobno główną siłą ekonomiczną napędzającą masakrowanie delfinów są jednak delfinaria, ponieważ przed rozpoczęciem masakry odławia się trochę delfinów na sprzedaż. Pamiętajcie o tym, gdy następnym razem będziecie chcieli zapłacić za wstęp do delfinarium.

Oczywiście, na delfiny poluje się nie tylko w Taiji.


„Na początku powinien być wezwany Bóg słowami: » W imię Boga, Miłosiernego, Litościwego. O Najwyższy, wielbimy Ciebie i Twojego Proroka, modlimy się do Ciebie i prosimy, abyś pobłogosławił ten zabieg najwspanialszego makrumah. Następnie przystępujemy do zabiegu. Trzymamy mocno dziewczynę za kończyny i wsadzamy jej w zęby drewniany klocek, aby nie odgryzła sobie języka. Wycinamy łechtaczkę dokładnie, tak by nie pozostał po niej ślad, bo po kilku latach odrośnie i trzeba będzie powtarzać operację. Obrzezanie dziewczyny musi być przeprowadzone przez chirurga płci męskiej i chirurga-kobietę. Oboje muszą wyznawać islam i być pobożnymi ludźmi. W celu zmniejszenia bólu muszą być zastosowane najlepsze środki farmakologiczne. Obrzezanie dziewczynki powinno być zrobione w ciągu dnia, aby złe dżiny nie miały dostępu do wszystkich obecnych. Powinno odbyć się to w całkowitej tajemnicy, aby źli ludzie i niewierni nie powstrzymali zabiegu”.

– profesor Abd-al-Salam Abd-al Rahim Al – Sukkari, za „Piekło Kobiet” w DF

Powody obrzezania okaleczania kobiet, za Sami A. ALDEEB ABU-SAHLIEH (Medicine and Law Volume 13, Number 7-8: Pages 575-622, July 1994.):

A) It maintains cleanliness

Doctor Hamid Al-Ghawabi states that bad smells in women, cleanliness notwithstanding, can only be eliminated by cutting off the clitoris and labia minora109.

B) It prevents diseases

The number of nymphomaniacs is less among circumcised women. The husband may catch this disease and even die of it 110. Female circumcision prevents vaginal cancer 111 and swelling of the clitoris which could drive the woman to masturbation or homosexual relations 112.

C) It brings calm and gives radiance to the face

Female circumcision shields the girl from nervousness at an early age and prevents her from getting a yellow face. This statement is based on a narration by Mohammed: „Circumcision is makrumah for women” and „give them a glowing face”113. The exciser’s narration is also quoted to say that circumcision makes a woman’s face more beauutiful and makes her more attractive for her husband 114. According to a supporter of female circumcision, the latter brings good health and feminine grace to the girl and protects her morality, chastity and honour, maintaining within reason, of course, the necessary sexual sensitivity 115.

D) It keeps the couple together and prevents drug use

Doctor Hamid Al-Ghawabi admits that female circumcision does reduce the sexual instinct in women, but he sees this as a positive effect. With age, the male sexual instinct lessens. His circumcised wife will then be at the same level as him. If she was not, her husband would be unable to satisfy her, which then would lead him to drug-use in order to succeed 116.

E) It prevents her falling into what is forbidden

This is the most frequently cited reason. Professor Al-‚Adawi from Al-Azhar says that female circumcision is makrumah, that is helps (the woman) „to remain shy and virtuous. In the Orient, where the climate is hot, a girl gets easily aroused if she is not circumcised. It makes her shameless and prey to her sexual instincts, except those to whom God shows compassion” 117.

Judge ‚Arnus says that female circumcision diminishes sexual instinct which, if not kept in control, reduces the person to the condition of an animal, but if this sexual instinct does not exist, then circumcision reduces her to a lifeless state. (…)

Circumcision. Makes. A woman’s face. More beautiful.


W filmach o chorobach często pojawiają się naukowcy pracujący w baloniastych, kosmicznych skafandrach. Czy takie skafandry stosuje się w rzeczywistości? Tak — w niektórych przypadkach. Ogólnie rzecz biorąc, stopnie zagrożenia biologicznego są (w uproszczeniu) cztery, i stosuje się je w zależności od rodzaju organizmów, z którymi się pracuje. Każdy z poziomów bazuje na poprzednim, tzn. reguły dotyczące niższego poziomu dotyczą też wszystkich wyższych poziomów.

1. BSL1 to najniższy stopień. W zasadzie każde laboratorium biologiczne to BSL1. Pracuje się tu z dobrze poznanymi szczepami bakterii, takimi jak E.coli, bakteriami niechorobotwórczymi i tak dalej. Oczywiście, nawet tu obowiązuje wiele zasad: zawsze należy mieć fartuch, nie wolno jeść ani pić, nie wolno zmieniać soczewek kontaktowych i tak dalej. Odpady biologiczne zbiera się osobno i autoklawuje. Pracę można wykonywać na otwartym stole laboratoryjnym (benchu).

BSL-2 US

2. W BSL2 musiałem spędzić sporą część swojego doktoratu, ale nie było to bardzo uciążliwe (a raczej — było, ale dlatego, że pomieszczenie było ekstremalnie ciasne i gorące). Poziom ten nie różni się aż tak od BSL1. Tu pracuje się z niezbyt groźnymi czynnikami chorobotwórczymi, do których zalicza się m.in. wirusa grypy A, salmonelle, mykoplazmy, a nawet MRSA. Główną różnicą jest dostępność laboratorium dla osób z zewnątrz i przeszkolenie personelu.

Także i tu prace można wykonywać na otwartym benchu, o ile nie grożą infekcję — np. jeśli możliwe jest powstawanie aerozolu, należy doświadczenie przeprowadzić w specjalnej komorze.

3. BSL3 wygląda już bardziej filmowo; zresztą, takie laboratorium można było zobaczyć na świetnym filmie „Contagion„. BSL3 służy do pracy z patogenami naprawdę niebezpiecznymi, mogącymi wywołać poważną lub śmiertelną chorobę i które zakażają drogą oddechową. Do nich zalicza się pałeczkę dżumy (Yersinia pestis), prątek gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis), Leishmanię i wirusa zachodniego Nilu.

Praca w BSL3

Praca w BSL3

Laboratorium BSL3 musi być zaopatrzone w szereg urządzeń. Po pierwsze, wchodzi się i wychodzi z niego przez osobne śluzy. W laboratorium panuje sztucznie utrzymywane podciśnienie, aby nic się z niego nie wydostawało, a wysysane powietrze trafia przez sterylne filtry. Prawie wszystko, co wychodzi z BSL3, wychodzi przez autoklaw. Dostęp jest ściśle kontrolowany i można go uzyskać albo będąc pod opieką uprawnionej osoby, albo po ukończeniu odpowiedniego szkolenia.

Pracujący w BSL3 muszą być odpowiednio przebrani. W śluzie zdejmujesz wszystko, poza bielizną, i wkładasz spodnie, bluzę, kitel, skarpetki i gumowe buty. Na ręce zakładasz gumowe rękawiczki i przyklejasz je do rękawa kitla srebrną taśmą (duct tape). Na głowę czepek ochronny, na twarz maska filtrująca powietrze, którą mocno zaciska się na nosie. Łatwo rozpoznaję, kto właśnie wrócił z BSL3: na twarzy ma czerwone odparzenia od maski. Ci, którzy pracują z aerozolami (np. osoby infekujące aerozolem zwierzęta doświadczalne) muszą dodatkowo założyć ochronną maskę z respiratorem. Do pracy zakłada się jeszcze drugą warstwę rękawiczek. Szczegóły wymaganego stroju ochronnego zależą od konkretnej instytucji.

Pracuje się wyłącznie w boksie, tzn. komorze z nawiewem laminarnym. Poza komorą wszystkie próbki muszą być szczelnie zamknięte. Wszystko musi być porządnie zdezynfekowane, a na prawie każdą ewentualność istnieją protokoły. Zdarza się, że komuś coś wypadnie z ręki, że popsuje się jakieś urządzenie, że nawet laboratorium zaleje woda z pękniętej rury — na to wszystko są przygotowane schematy działań, najczęściej potwornie upierdliwe i czasochłonne.

Przy wychodzeniu wszystko to trafia do autoklawu. Wszystko, z wyjątkiem bielizny. Również urządzenia — zatem elektronika (taka jak radio, komórka czy aparat, ale też FACS za dwieście tysięcy) albo zostaje w laboratorium na zawsze, albo zostaje uszkodzona.

4. BSL4 to najwyższy poziom zagrożenia biologicznego. To takie laboratorium, jakie widać np. w tym kiepskim filmie z Dustinem Hoffmanem: niebieskie ludziki w nadymanych skafandrach. Ten poziom dotyczy przede wszystkich silnie zakaźnych, bardzo niebezpiecznych wirusów, na które nie istnieje lekarstwo ani szczepionka. Głównie chodzi więc o różne rodzaje gorączek krwotocznych, Ebolę, a także wirusa czarnej ospy (mimo istnienia leków i szczepionki).

Świetnie można zobaczyć laboratorium i stację opieki BSL4 na poniższym filmiku, nakręconym podczas ćwiczeń zespołu Instytutu Chorób Tropikalnych kliniki Charité w Berlinie (film po niemiecku):

Film pokazuje jedną ciekawą rzecz: otóż stacja jest zabezpieczona nie tylko przed organizmami chorobotwórczymi, ale również przed pacjentami — nie da się łatwo wydostać ze stacji; drzwi są zamykane, okna włamanioodporne.

To właśnie na tym poziomie stosuje się owe „kosmiczne”, a w każdym razie — w pełni hermetyczne skafandry. Nadciśnienie gwarantuje, że nawet przy lekkim uszkodzeniu czynniki chorobotwórcze nie dostaną się do środka. Skafandry umożliwiają staranną dezynfekcję silnymi odczynnikami, a także, dzięki szczelności i nadciśnieniu, utrudniają nieumyślny kontakt z patogenem. Oczywiście, nie chronią przed wszystkim — np. przed skaleczeniami.

Tak wyglądała praca nad szczepionką na wąglik w Porton Down w 1964

Piątego listopada 1976 roku pewien naukowiec pracujący w specjalnym laboratorium wysokiego stopnia zagrożonia biologicznego w Microbiological Research Establishment, Porton Down, UK ukłuł się w palec podczas analizy tkanek pobranych od świnek morskich. Natychmiast zdjął rękawiczkę i zdezynfekował dłoń, wygniatając palec, w który się ukłuł — wszystko zgodnie z protokołem. Palec nie krwawił, a oględziny za pomocą lupy nie pozwoliły dostrzec żadnej rany. Mimo to poddany kwarantannie i obserwacji naukowiec sześć dni później bardzo ciężko zachorował.

Świnki morskie zainfekowano bowiem nieznanym wcześniej czynnikiem chorobotwórczym, który pochodził z próbek pobranych od pacjentów cierpiących na gorączkę krwotoczną w centralnej Afryce — południowym Sudanie i Zairze (jak wówczas nazywano Demokratyczną Republikę Konga). Pechowy naukowiec miał jednak dużo szczęścia — przeżył. Jest to jeden z pierwszych dokładnie opisanych przypadków Eboli.

Na koniec jeszcze dwie rzeczy, jakie spotyka się w laboratoriach.

Rękawiczki. Kiedy robiłem doktorat, polecono mi nawet pracować w BSL2 z minimalnie chorobotwórczymi bakteriami bez gumowych rękawiczek. Uzasadnienie było ciekawe: osoby pracujące gołymi rękami bardziej zwracają uwagę na zanieczyszczenia i staranniej podchodzą do dezynfekcji — a na gumowych rękawiczkach świetnie można przenosić patogeny, jeśli się ich porządnie nie zdezynfekuje. Rękawiczki stosowałem raczej do ochrony próbek przed zanieczyszczeniami pochodzącymi z moich rąk, zwłaszcza niszczącymi moje próbki RNA enzymami trawiącymi RNA, których mamy pełno na rękach. Oczywiście w rękawiczkach pracuje się też z substancjami toksycznymi, rakotwórczymi albo radioaktywnymi, ale do pracy na codzień w BSL1 czy BSL2 nie są konieczne.

1280px-UV-ontsmetting_laminaire-vloeikast

Komora ze sterylnym nawiewem laminarnym, aka laminar, aka laminat, aka nawiew, aka boks. Znów: komora wygląda szpanersko, ale głównie stosuje się ją do ochrony próbek przed bakteriami z powietrza czy chuchu naukowca, a nie naukowca przed próbkami (oczywiście naukowca też chroni, dlatego w BSL3 i 4 trzeba pracować zawsze w boksie). Boks umożliwia sterylną pracę bez niebezpieczeństwa, że przywiana przez wiatr bakteria zainfekuje nasze płytki agarowe albo kultury komórkowe. Szpanerskie fioletowe światło to oczywiście UV służący do dezynfekcji boksu.


Ludzie postrzegają myśliwych jako zabójców. To niesłuszna opinia. My przede wszystkim dbamy o rozwój i ochronę środowiska przyrodniczego – mówi rzecznik Matysek z PZŁ.

Gazeta Wyborcza, 19.8.2014

kat

Cały tekst oraz towarzyszący mu komentarz Adama Wajraka nadaje się do zacytowania in extenso. Myśliwy niechcący sztucerem przestrzelił samochód, dwudziestolatka i jeszcze kumpla dwudziestolatka — jednym strzałem, panie. Prokuratura nie ma dostępu do bazy danych, w której możnaby sprawdzić, ile rocznie jest wypadków z bronią myśliwską. Zgadza się, jak pisałem „w obronie myśliwych”, nie udało mi się takich informacji znaleźć. Albo to:

Z kolei trzy lata temu pod Gorzowem Wielkopolskim myśliwy z 20-letnim stażem, chcąc rozprawić się z bezpańskim psem, trafił 9-letniego Kamila. Sprawa została również umorzona. – Choć mężczyzna strzelał w pobliżu domków jednorodzinnych, to jednak trafienie dziecka było kompletnym przypadkiem – usłyszałem w gorzowskiej prokuraturze.

Wszystko to śmieszne i straszne. Najbardziej jednak rozwala mnie ta ich świętoszkowatość, te komunały o środowisku przyrodniczym i obcowaniu z naturą.


Najpierw ogłoszenia parafialne: oddałem się Matriksowi, wszczepiłem sobie chipa i Biokompost jest na facebooku.

  • Pewien dziennikarz napisał książkę o genetycznych różnicach między rasami. Książka oczywiście odbiła się szerokim echem, zwłaszcza że jest pełna przekłamań, łącznie z tym, że autor stawia jakąś tezę i podaje jako źródło pracę, w której tej tezy nie ma. Porządna recenzja w New York Timesie.
  • Fajny artykuł o Maryam Mirzakhani, laureatce tegorocznego Medalu Fieldsa („matematycznego Nobla”). Z wyjaśnieniem, o co (mniej więcej) chodziło w jej odkryciach. A tutaj artykuł z GW.
  • Nowe Ateny, ALBO AKADEMIIA WSZELKIEJ SCIENCYI PEŁNA, NA RÓŻNE TYTUŁY JAK NA CLASSES PODZIELONA, MĄDRYM DLA MEMORYJAŁU, IDIOTOM DLA NAUKI, POLITYKOM DLA PRAKTYKI, MELANKOLIKOM DLA ROZRYWKI ERYGOWANA — całość. Warto mieć na podorędziu.
  • W dzisiejszym „Dużym Formacie” świetny artykuł Wojtka Orlińskiego o mambo-dżambo którym jest wymyślona przez polskich studentów maska do monitorowania snu. Linka do wersji online jeszcze chyba nie ma.
  • Z dna arktycznego morza w pobliżu Syberii unoszą się znaczne ilości metanu. Więcej informacji — dość złych, bo uwalnianie metanu to złe wiadomości — na blogu Örjan Gustafssona, profesora z Karolinska, biogeochemika, członka ekspedycji arktycznej SWERUS C3. Poniżej mini-filmik pokazujący uciekające z dna bańki metanu:
  • Artykuł dobrze wyjaśnia, dlaczego wielu ewolucjonistów nie wierzy w Boga.
  • Cudny filmik „jak wkurzyć ropuchę”:

Kiedy puszczałem wczorajszą notkę o Eboli (przygotowywaną od soboty), nie przeczytałem jeszcze wczorajszej GW. I dobrze, bo by mnie krew zalała i zamiast o Eboli, pisałbym o GW.

Zacznę od pochwał. Muszę pochwalić panią Maję Gawrońską (artykuł „Dlaczego jeszcze nie ma leku ani szczepionki?„). O ile mogę to ocenić, ten jeden artykuł jest napisany profesjonalnie i po pobieżnej lekturze do niczego ważnego nie mogę się przyczepić.

Ach, i jeszcze drugi artykuł. W dziale „kultura”, w artykule Wojciecha Orlińskiego „Co nas zabije?” jest całkiem sporo nauki.

Reszta…

  1. Szanowna redakcjo, nigdzie na stronach WHO nie mogę znaleźć informacji o tym, że wg WHO Ebola to zagrożenie na skalę globalną. Zdziwiłbym się, gdyby to się okazało prawdą. Drodzy państwo, zamiast odpisywać od innych dziennikarzy, sprawdźcie lepiej co naprawdę WHO napisało. Zacznijcie od FAQ. Potem sprawdźcie co to jest PHEIC (bo tę procedurę ogłosiła WHO).
  2. Droga pani Kossobudzka, wirusy nie produkują białek. W ogóle niczego nie produkują, bo nie mają czym. Bo są wirusami. A wirusowe białka, o których pani pisze, zainfekowane komórki produkują od samego początku. Poza tym: Nie „rozsiewanie zawartości” „wybuchających” komórek „aktywuje cząsteczki zwane cytokinami”. Cytokiny po prostu są w tej zawartości. Nie czytajcie tego artykułu; przeczytajcie mój, jest gorzej napisany, ale chyba ma mniej błędów rzeczowych.
  3. „Doskonale” między ludźmi to się przenosi grypa, a nie Ebola.
  4. W moim kindlowym wydaniu z wczoraj nie ma artykułu p. Ireny Cieślińskiej. Chyba był kilka dni temu, coś mi się majaczy. No więc: recenzowana książka jest podobno fajna, artykuł w zamierzeniu miał mieć chyba lekki ton, ale w tym kontekście robi się kolejny przyczynek do fear mongering, bo oczywiście zoonozy były zawsze i będą zawsze, ale kudy im tam do zagłady ludzkości.
  5. gw

  6. W ogóle: „jak nas zabija Ebola”, „czas zacząć się bać”, „zwierzęta przyniosą nam śmierć” — e no, wrzućcie na luz. No i mówcie za siebie jak piszecie „my”. Ja przynajmniej nie zamierzam dać się zarazić Ebolą; akurat to jest dość proste do uniknięcia (dla nas, Europejczyków), o czym pisało np. ECDC. Przypomina mi się ten stary Mleczko, który choć był o czym innym, tutaj pasuje (jeśli my mówimy o nich my, to dlaczego oni mówią o nas oni?)

A może by tak zamiast siać panikę napisać parę mniej panikarskich, ale uczciwszych informacji? Żródła można znaleźć na stronach WHO, Science i Nature. Kurde, wiem, że znacie te źródła; kiedyś często z nich korzystaliście — teraz tylko gonicie sensację. Ile stron przez ostatnie dziesięć lat poświęciliście gruźlicy? A na gruźlicę rocznie umierają miliony ludzi. Także w Europie. Także w Polsce.

Jeden z artykułów ma tytuł „Europa się boi” — nic dziwnego, jeśli o Eboli pisze się w ten sposób.

Post scriptum: to prawda, że tytuły są o wiele bardziej panikarskie, niż artykuły. Artykuły są o wiele bardziej rzeczowe. Możliwe, że przereagowałem; ale niech każdy sam sobie wyrobi opinię.


Ebola (tl;dr)

11sie14

Pacjentem zero i pierwszą ofiarą był dwuletni chłopiec, który zachorował 2 grudnia 2013 w wiosce Meliandou, w prowincji Guéckédou w Gwinei, w pobliżu granicy Liberii i Sierra Leone. Objawy obejmowały gorączkę, wymioty i czarny stolec. Chłopczyk umarł cztery dni później, a tydzień później umarła jego mama. W Boże Narodzenie zachorowała trzyletnia siostrzyczka chłopca; umarła także cztery dni później. W Nowy Rok, pierwszego stycznia 2014, umarła babcia obojga dzieci.

Dwudziestego piątego stycznia 2014 zachorowała położna pracująca w wiosce. Została hospitalizowana w szpitalu Guéckédou, mieście niemal osiemdziesięciotysięcznym, z którego drogi prowadzą do innych miast i państw. Położna zmarła drugiego lutego.

Z Meliandou choroba rozprzestrzeniła się na inne wioski i miasta. Czwartego lutego 2014 w wiosce Dandou Pombo zachorował krewny położnej z Meliandou, który się nią opiekował podczas choroby. W Dawa, 20 i 25 stycznia umarły dwie osoby, które były w Meliandou na pogrzebie babci dwuletniego chłopca.

gwinea

Nie wiadomo, od kogo dokładnie zaraził się pracownik służby zdrowia ze szpitala w Guéckédou — być może od położnej (zachorował piątego lutego; umarł pięć dni później). Dość, że trafił do szpitala w mieście Macenta (ponad osiemdziesiąt tysięcy mieszkańców). Opiekujący się nim lekarz zachorował dziewiętnastego lutego; zmarł pięć dni później. Jego pogrzeb odbył sie w mieście Kissidogou (sto tysięcy mieszkańców); jeszcze tego samego dnia zachorowali bracia lekarza. Do końca marca na Ebolę umarło 15 osób w Macenta, 14 w Guéckédou i pięć w Kissidogou.

Ebola wywoływana jest przez jednoniciowego wirusa RNA o łacińskiej nazwie Ebolavirus, spokrewnionego z wirusem Marburg. Wirus wywołuje wysoką gorączkę, rozwolnienie, wymioty, czasem też krwawienia wewnętrzne i zewnętrzne. Śmiertelność jest bardzo wysoka; umiera między 50 a 90% chorych. Nazwa „gorączka krwotoczna” jest nie do końca właściwa, bo przynajmniej część przypadków nie wiąże się z krwawieniem (na przykład u większości opisanych powyżej pacjentów nie stwierdzono krwawienia). O ile Ebolę wywoływaną przez tę konkretną grupę wirusów po raz pierwszy opisano w 1976, pokrewny wirus Marburg opisano dziesięć lat wcześniej.

Wirus Ebola atakuje komórki nabłonka, komórki układu odpornościowego (monocyty) oraz hepatocyty (czyli komórki wątroby). Ma niezwykle wysokie tempo replikacji, czego skutkiem jest szybkie niszczenie zainfekowanych komórek (źródło). W pierwszej linii infekowane są monocyty — komórki dendrytyczne i makrofagi, które po pierwsze, znajdują się w skórze i innych eksponowanych miejscach, po drugie są mobilne i prawdopodobnie rozprowadzają wirusa po całym organiźmie.

Kluczową rolę w infekcji odgrywa glikoproteina o mało pomysłowej nazwie GP. Występuje w dwóch formach: wydzielanej (sGP) i transbłonowej (tzn. wbudowującej się w błonę białkowo-lipidową otaczającą każdą komórkę). W zdrowym organiźmie komórka zainfekowana przez wirusa kontaktuje się z komórką układu odpornościowego; w wyniku tego zostaje usunięta, a wirus wyeliminowany. GP prawdopodobnie zaburza ten kontakt przez deregulację integryn i białek MHC, uniemożliwiając układowi odpornościowemu eliminację zainfekowanych komórek. Oprócz tego inne białka wirusa blokują syntezę interferonów i sygnalizację interferonową, przez co zainfekowany organizm nie może uruchomić standardowych mechanizmów obrony przed infekcją wirusową.

Uwalniane z rozpadających się komórek układu odpornościowego cytokiny wywołują niekontrolowaną zapalną odpowiedź w całym organiźmie; kojarzy się to z „burzą cytokinową” (cytokine storm), która była przyczyną wysokiej śmiertelności grypy hiszpanki. Okazuje się, że osoby, które przeżyły chorobę, miały z jednej strony lepszą specyficzną odpowiedź na wirusa, a z drugiej strony o wiele niższy poziom pro-zapalnych cytokin.

ebola_small

Bezpośrednie przyczyny śmierci są trzy (wg Leroy et al. 2011). Po pierwsze, infekcja hepatocytów powoduje powstawanie nekroz w wątrobie i w końcu niewydolność wątroby. Po drugie, niekontrolowana odpowiedź zapalna powoduje zwiększenie przepuszczalności naczyń krwionośnych i hipowolemię (ucieczkę płynu z układu krwionośnego). Po trzecie, zainfekowane makrofagi przyczyniają się do anomalii krzepnięcia krwi — objawianiem się przypadkowych skrzepów wewnętrznych, a zarazem obniżonej zdolności do krzepnięcia; krew krzepnie tam, gdzie nie powinna, przez co nie krzepnie tam, gdzie powinna. Efektem jest niewydolność wielonarządowa i śmierć.

Kilka dni temu WHO oznajmiła, że epidemia Eboli może wyjść poza granice Sierra Leone, Liberii i Gwinei, i że stanowi publiczne zagrożenie o znaczeniu międzynarodowym.

Czy to znaczy, że do tej pory Ebola nie była uważana za takie zagrożenie? Czy to znaczy, że ktoś może jednak przywieźć Ebolę do Polski?

Mimo straszliwego przebiegu i mimo tego, że nie ma dotąd skutecznych, ogólnie dostępnych lekarstw i szczepionek, Ebola nie jest tak naprawdę bardzo niebezpieczna na skalę globalną:

  • Objawy Eboli występują stosunkowo szybko, a choć okres inkubacji bywa bardzo zmienny, to jest zazwyczaj krótszy niż trzy tygodnie.
  • Przebieg choroby jest dość krótki i tak gwałtowny, że przy zachowaniu podstawowych środków ostrożności osoba chora ma stosunkowo niewielkie szanse, by zakazić innych.
  • Zakażenie odbywa się głównie w wyniku kontaktu z płynami ustrojowymi osoby chorej.
  • Owady, w szczególności komary, nie przenoszą wirusa Eboli.
  • Nie ma też przekonujących dowodów na to, że zakażenia następują drogą kropelkową [1].

W ogóle, stosunkowo ciężko zarazić sie Ebolą; na przykład prawdopodobieństwo zarażenia sie od osoby chorej na Ebolę, a która leci tym samym samolotem, jest dość nikłe (patrz: ECDC). To nie grypa ani rotawirus.

Zatem przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności, stosunkowo łatwo epidemię ograniczyć. Dlatego Eboli nie uważa się za zagrożenie globalne. Ba, wg ECDC nawet turyści w dotkniętych epidemią krajach nie są wystawieni na duże zagrożenie:

Ryzyko infekcji wirusem Ebola dla turystów odwiedzających dotknięte epidemią kraje, oraz rozwinięcia choroby po powrocie do EU jest ekstremalnie niskie, nawet jeśli wizyta wiązała się z podróżą do obszarów, w których wystąpiły pierwotne przypadki Eboli. Zakażenie wymaga bezpośredniego kontaktu z krwią, wydzielinami, organami lub innymi płynami ustrojowymi martwych lub żywych zainfektowanych osób czy zwierząt — zagrożenia takiej ekspozycji są mało prawdopodobne [unlikely] dla przeciętnego turysty. [oryginał tu]

Innymi słowy, dla nas i innych krajów, w których opieka medyczna i funkcjonowanie państwa są na wysokim poziomie, Ebola nie stanowi zagrożenia.

Dlaczego obecna epidemia przybrała więc tak duże rozmiary? W krajach, które dotknęła, nie zachowywano tych podstawowych środków ostrożności; na przykład Ebolą zaraził się lekarz od pacjenta, którym się opiekował.

Nie chciano też zaniechać tradycyjnych, ale sprzyjających epidemii praktyk — na przykład ceremonii pogrzebowych, podczas których może dojść do kontaktu z wirusem (np. przy obmywaniu zwłok). Wiele z pierwszych ofiar epidemii zaraziło sie właśnie podczas pogrzebu.

Osobną sprawą jest festiwal teorii spiskowych i altmedu. Podobno w niektórych rejonach uważa się, że Ebola nie istnieje. Jest to spisek rządu, aby kraść organy na przeszczepy — w efekcie lekarze i pracownicy służby zdrowia spotykają się z niechęcią, a nawet agresją. Są tacy, którzy uważają, że Ebolę wywołują czary. Inni twierdzą, że tylko zdrowe odżywianie i zdrowy styl życia mogą uchronić przed Ebolą, albo że sztucznie wywoływana panika ma na celu odgrodzenie Afrykanów od reszty świata. W Nigerii kursuje informacja — podobno wymyślona jako żart przez jakiegoś młodego człowieka — że przed Ebolą chroni kąpiel w słonej wodzie. Chyba najbardziej odjechana teoria to Ebola jako przykrywka dla kanibalistycznych rytuałów. Oczywiście bardzo popularna — także poza Afryką — jest wiara, że Ebolę stworzono celowo w laboratorium. Oto wyniki ankiety online z brytyjskiego portalu Mirror:

ebola_cause

W New England Journal of Medicine opublikowano krótki raport o początkach obecnej epidemii, w którym zidentyfikowano pacjenta zero — owego dwulatka z Meliandou — i pierwsze ofiary. Obecna epidemia przybrała tak duże rozmiary dlatego, że pacjent zero pochodził nie — jak we wcześniejszych epidemiach — z wioski położonej daleko od głównych dróg komunikacyjnych, ale z prowincji Guéckédou, przez którą przebiegają główne szlaki komunikacyjnych w południowej Gwinei, w dodatku niedaleko granic Liberii i Sierra Leone. Choroba szybko dotarła więc do miast i innych krajów.

My nie musimy się więc bać; ale co będzie dalej w Zachodniej Afryce — nie wiadomo. W obecnej, trwającej już pół roku epidemii Eboli zginęło dotychczas ok. tysiąca osób. Według mnie sytuacja zostanie opanowana — a głównymi zabójcami w Afryce subsaharyjskiej pozostaną zarodziec malarii (rocznie ponad pół miliona ludzi umiera na malarię w Afryce subsaharyjskiej; głównie umierają małe dzieci), HIV (rocznie milion) i prątek gruźlicy (pół miliona).

Będę wdzięczny za korektę obywatelską, zwłaszcza jeśli chodzi o interpunkcję.

Więcej:

NicProstszego też ma notkę na ten temat: http://nicprostszego.wordpress.com/2014/08/02/ebola-poza-kontrola-not/

http://www.ecdc.europa.eu/en/publications/Publications/ebola-risk-assessment-virus-Guinea-Liberia-Sierra-Leone.pdf

http://www.nejm.org/doi/pdf/10.1056/NEJMoa1404505

http://jvi.asm.org/content/77/18/9733.full.pdf

The risk of a tourists [sic!] becoming infected with Ebola virus during a visit to the affected countries and developing disease after returning to the EU is extremely low, even if the visit included travel to the local areas from which primary cases have been reported. Transmission requires direct contact with blood, secretions, organs or other bodily fluids of dead or living infected persons or animals – all unlikely exposures for the average tourist.

ECDC, Outbreak of Ebola virus disease in West Africa Second update, 9 June 2014

[1] W opublikowanym parę lat temu artykule pokazano, że wirus Eboli może ulec transmisji od prosiaków do małp drogą kropelkową. Jednak choroba u świń wygląda zupełnie inaczej niż u naczelnych, w tym ludzi. U świń wirus atakuje drogi oddechowe; zakażone świnie kichają i prychają, a na dodatek w ich drogach oddechowych znajduje się olbrzymia ilość wirusów.