Cytat na dziś: The art of writing a scientific article.

Van der Geer, J., Hanraads, J.A.J., Lupton, R.A., 2010. The art of writing a scientific article. J Sci. Commun. 163 (2) 51-59.

Tak, to jest już cały cytat. A właściwie cytowanie: odnośnik do artykułu opublikowanego w Journal of Scientific Communications na temat pisania artykułów naukowych. Odnośnik znajdziemy w ponad tysiącu prac naukowych, powołujących się na pracę Van der Geera.

Jest tylko jeden mały problem. Ani czasopismo Journal of Scientific Communications nie istnieje, ani nigdzie nie ukazała się praca Van der Geera pod takim tytułem. Odnośnik – „cytowanie” – jest owszem jak najbardziej prawdziwy: stworzono go na potrzeby przewodnika po stylu cytowań wydawnictwa Elsevier – na tej samej zasadzie, na której urzędy na przykładowych formularzach wpisują nazwisko „Jan Kowalski”.

Dlaczego naukowcy cytują nieistniejącą pracę? Znakomita większość prac, które cytują „The art of writing” pochodzi z wydawnictwa Elseviera, a cytowanie nie pojawia się w tekście artykułu, lecz na liście publikacji. Czasem jest odnośnik w tekście, ale wyraźnie w niewłaściwym kontekście. Najwyraźniej naukowcy niechcący zostawiali w liście cytowań owo przykładowe cytowanie, dodawane do wzorca manuskryptów czy prezentacji. Niektóre prace zawierają wręcz kilka „przykładowych” cytowań, numerowanych od 1-5, po czym kolejne odnośniki znowu są numerowane od 1.

Żeby było śmieszniej, powyższy screenshot jest z pracy poświęconej funkcjonalnemu analfabetyzmowi i braku umiejętności w obchodzeniu się z technologią.

Ale są i perełki. W pracy „Exploring the effects of task characteristics on knowledge sharing in libraries”, poświęconej teoretycznym aspektom pracy bibliotekarskiej i ogólnie dzielenia się wiedzą, autorzy zalecają „The art of writing” jako lekturę dodatkową (further reading).

Natomiast pierwsze miejsce zajmuje następująca publikacja:

Dobrze widzicie. To jest publikacja o tym, jak poprawnie pisać artykuły naukowe. Znajdziemy w niej następującą poradę:

Make sure to proofread references. These are often not checked carefully and contain inconsistencies, missing information, and duplications.

Tak, zgadliście. Autor, który radzi nam, żeby sprawdzić odnośniki, jako drugi odnośnik podaje nieistniejącą publikację. Tu ważna lekcja: mniejsza o błędy gramatyczne czy problemy z formatowaniem. Jak się coś cytuje, to trzeba to wpierw przeczytać.

Jak widać, w naukowych publikacjach mogą funkcjonować przedziwne transpozony. Skoro nieistniejąca publikacja może się doczekać tysiąca cytowań, to, kurczę, może mnie się też coś trafi? Przypomina mi to anegdotę Sydneya Brennera o tym, jak chciał zostać sławny zmieniając nazwisko na Bunsen-Brenner…

3 myśli nt. „Cytat na dziś: The art of writing a scientific article.

  1. Może i smutne, ale doskonale ilustruje tezę, że w każdym rodzaju przemysłu wszystko podlega regułom rynku. Chyba żyjemy złudzeniami, że nauka, taka jak sądzimy że jest, jeszcze istnieje. I że jej egzemplifikacą są publikacje zwane żartobliwie naukowymi. I że kolejność jest taka, jak ponoć kiedyś bywało:
    1. Intelektualna ciekawość
    2. Formułowanie pytań
    3. Formułowanie hipotezy
    4. Badania
    5. Prezentacja i krytyczna dyskusja wyników.
    6. Publikacja
    Intelektualna ciekawość dawno przestała być naczelną motywacją w przemyśle produkcji i rozpowszecniania tego, co nadal z nieznanych mi powodów nazywamy wiedzą. Pytania nierzadko wynikają z oczekiwanych odpowiedzi. Te zaś są (może i nie zawsze, ale nader często) pochodną chłodnej kalkulacji dotyczącej instytucjonalnego wsparcia i szans na publikację.
    Samonapędzający się mechanizm wypluwa pierdyliardy rozmaitych „papers” i jeśli tylko na horyzoncie pojawi się trend (np. badań nad przyczynami puszcznia wiatrów przez antylopy) to ze sporym prawdopodobieństwem pojawi się szybciutko Journal gotowy te prace publikować, szereg autorytetów skłonnych za wynagrodzeniem pisać reviews, jak również „plethora of potential recipients” wśród wannabies nowego, dynamicznie rozwijającego się kierunku nauki.
    Dla producentów publikacji jest to męczący interes, nie dziwi mnie zatem, że w budowli nie opartej na rzetelnych fundamentach na rzetelność nie starcza czasu i/bądź energii.

  2. W nawiązaniu do problemu:
    Czy istnieje jakiś formalny, uznany zbiór zasad pisania publikacji? Dokładnie chodzi mi o problem precyzyjności źródła przedstawianego zagadnienia, tzn. ktoś w pracy opisuje jakieś zjawisko fizyczne/fizjologiczne i podaje źródło. Samo źródło natomiast nie jest oryginalną pracą, analizującą to zjawisko, tylko po prostu pracą o innym celu badawczym, natomiast też we wstępie opisującą powyższe, problematyczne zjawisko.

    Z góry dziękuję

    • „Czy istnieje jakiś formalny, uznany zbiór zasad pisania publikacji?”

      Hah! Żeby tylko jeden!

      Nie, nie ma jednego jedynego zbioru zasad, ale większość zbiorów zawiera podobne zasady. Niektóre z nich, takie jak „Chicago Manual of Style” są bardzo popularne, inne (jak np. podręcznik autorstwa yours truly, nieco mniej).

      Sytuacja, jaką opisujesz, nie jest niczym wyjątkowym – zdarza się dość często, z różnych względów. Osobiście staram się w takim wypadku wzkazać na jakąś niezbyt starą pracę przeglądową („for a recent review, see XXX”), ale czasem zwyczajnie takich prac nie ma. I wtedy trzeba wybrać: odnośnik do jakieś zamierzchłej pracy stosującej archaiczne określenia albo zawierającej wczesne błędy (albo, co się ostatnio coraz rzadziej zdarza, trudno dostępnej), czy może pracę na inny temat, ale dobrze wyjaśniającą zagadnienie we wstępie.

      Czy możesz napisać, o jakie konkretnie zagadnienie chodzi?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s