Dlaczego eugenika nie działa

Dawkins w swoim tweecie sugeruje, że eugenika – selektywne rozmnażanie ludzi celem „poprawy gatunku” – przynajmniej teoretycznie może działać. W końcu działa w przypadku koni, krów czy psów, więc dlaczego nie ludzi?

Pomijam tu aspekt etyczny: ten jest zupełnie bezsprzeczny i chyba nikomu czytającemu tego bloga nie marzy się społeczność, w której rozmnażać się wolno tylko grupie wybrańców, i to raczej z odpowiednio dobranymi partnerami. Gorzej! Społeczeństwie, które dzieli ludzi na lepszych i gorszych – na podstawie ich genów!

Dowcip polega na tym, że zwolennicy eugeniki są bardziej ambitny niż hodowcy koni czy psów. Ci drudzy koncentrują się na niewielkiej grupie cech, które chcą uzyskać, nie zważając na inne koszty, czyli negatywne mutacje które zaplątają się razem z tymi pożądanymi. Pies będzie wyglądał tak, jak hodowca sobie tego życzy, ale przy okazji będzie miał chroniczne problemy z oddychaniem, kręgosłupem i zeza rozbieżnego. Koń będzie wspaniale wyglądał i szybko biegał, ale będzie miał skłonność do chorób układu immunologicznego albo paraliżu.

Eugenicy chcieliby poprawy rasy ludzkiej, czyli usuwania wszelkich negatywnych mutacji. Z tym są jednak dwa problemy, które właściwie czynią eugenikę niemożliwą.

Po pierwsze, olbrzymia część negatywnych mutacji jest recesywna. Jesteśmy diploidalni, co oznacza, że prawie wszystkie geny mamy w dwóch kopiach1. W przypadku genów recesywnych wystarczy zazwyczaj być heterozygotą – a więc mieć jedną działającą kopię, żeby negatywna mutacja była całkowicie ukryta. Defekt możemy więc stwierdzić tylko u homozygot, czyli osobników, u których obie kopie genu są uszkodzone.

Pierwszy problem polega na tym, że tych homozygot jest bardzo mało. Powiedzmy, że przy pomocy eugeniki chcemy wyeliminować z populacji chorobę zwaną fenyolketonurią, która występuje u jednego dziecka na mniej więcej 12 tysięcy urodzeń. Fenyolketonuria to wrodzona wada w metabolizmie aminokwasu fenyloalaniny, której szkodliwe produkty gromadzą się w organizmie i doprowadzają do szeregu schorzeń (na szczęście wystarczy tylko unikać bogatych w fenyloalaninę pokarmów, by objawy się nie pojawiły). Choroba występuje u homozygot. Proporcje homozygot i heterozygot w populacji dane są prawem Hardy’ego i Weinberga. Bez wdawania się w szczegóły, jeśli homozygoty występują w populacji z częstością 1:12000, to heterozygoty występują z częstością niemal 2%! Wyeliminowanie z puli genowej wyłącznie homozygot jest więc pozbawione sensu: na każdą osobę z fenyloketonurią przypada 240 nosicieli2. Nawet w czasach, gdy skutkiem fenyloketonurii było ciężkie upośledzenie, praktycznie uniemożliwiające reprodukcję nosiciele nadal przekazywali uszkodzone geny; a jeśli dwoje nosicieli mutacji miało dziecko, to w jednym przypadku na cztery dziecko rodziło się z fenyloketonurią.

Zatem nie wystarczy eliminować homozygot, trzeba również brać pod uwagę nosicieli. I tu pojawia się drugi problem.

Otóż każdy z nas jest nosicielem ciężkich genetycznych defektów. Każdy z nas jest nosicielem kilkudziesięciu tysięcy pojedynczych zmian nukleotydów (SNP, single nucleotide polymorphism) rzadkich lub bardzo rzadkich w ludzkiej populacji. Każdy z nas jest ponadto nosicielem kilkudziesięciu zupełnie nowych mutacji, których nie mieli nasi rodzice. A chociaż większość z tych mutacji jest neutralna i nie zmienia funkcji żadnego genu, szacuje się, że każdy z nas jest nosicielem około stu genów, których funkcja została bezpowrotnie uszkodzona. Nie widzimy ich skutków tylko dlatego, że są to bardzo rzadkie mutacje, a my jesteśmy diploidalni i mamy działającą „kopię bezpieczeństwa” każdego z tych genów.

Nie da się więc z populacji człowieka wyeliminować z populacji wszystkich recesywnych negatywnych mutacji.
Jeśli chodzi o hodowlę wyjątkowo umięśnionych ludzi, albo ludzi z wyjątkowo kłapciatymi uszami – to przyznam Dawkinsowi rację, dałoby się to zrobić, przynajmniej teoretycznie. Ale eugenika jest nie tylko niemoralna, ale też całkowicie pozbawiona sensu.

Post scriptum. Jedną z częstszych odpowiedzi na powyższe zarzuty jest postulat badań prenatalnych, genotypowania rodziców, selekcję zygot (wybieranie tylko tych bez poważnych wad genetycznych) i tym podobnej diagnostyki, a nawet – to chwilowo science fiction – naprawiania uszkodzonych genów. Z przyczyn, które podałem wyżej, tego typu badania nie wpływają na częstość negatywnych mutacji w populacji, ale mogą mieć doraźny wpływ na to, czy rodzą się dzieci obciążone poważnymi chorobami genetycznymi. Pytanie, czy nazwać to „działającą eugeniką”. Jeśli tak, to mamy już działającą eugenikę, w postaci badań prenatalnych na zespół Downa, po których rodzice mogą podjąć decyzję o ewentualnym przerwaniu ciąży (w każdym razie w wielu krajach). Ale moim zdaniem nie odzwierciedla to ambicji eugeniki formułowanych przez jej zwolenników, które zawsze dotykały kwestii ewolucji, a więc zmiany puli genowej całej ludzkości. Nie oddaje to też popularnego rozumienia słowa „eugenika” ani jej encyklopedycznej definicji. Po drugie, łatkę eugeniki i darwinizmu społecznego często przyklejano badaniom prenatalnym w celach propagandowych, więc może stąd wzięło się to rozszerzenie pojęcia (więcej na ten temat tutaj).


  1. Do wyjątków należą geny na chromosomach X i Y u mężczyzn oraz geny mitochondrialne. 
  2. Trochę upraszczam, bo fenyloketonuria może być wywoływana przez różne mutacje tego samego szlaku metabolicznego. Ale efekt i tak jest ten sam. To tłumaczy jej wysoką częstość. 

11 myśli nt. „Dlaczego eugenika nie działa

  1. Da się. Trzeba tylko dobierać pary do rozrodu nie wedle ‚cech widocznych na zewnątrz’, ale na podstawie analizy ich DNA.

    • Innymi słowy, zakazujemy rozmnażania się parom, jeśli oboje są heterozygotami, nosicielami mutacji recesywnej w tym samym genie. Dobrze rozumiem? W pewnym sensie to już funkcjonuje – jako tabu kazirodztwa, bo prawdopodobieństwo, że oboje z rodzeństwa będą mieli felerną kopię genu jest stosunkowo duże.

      Tylko że to nie jest eugenika rozumiana jako poprawa puli genowej ludzkości, bo z powodów, które przytoczyłem, nie będzie miało wpływu na częstość występowania tej negatywnej mutacji. W takim razie może eugenika to wcale nie jest poprawa puli genowej całej ludzkości? Tu muszę Cię zmartwić: nawet, jeśli Ty uważasz inaczej i możesz wskazać takich, którzy eugenikę również definiowali inaczej (np. jako opiekę postnatalną i propagowanie higieny), dla większości ludzi eugenika będzie się zawsze kojarzyć z Galtonem i jego naśladowcami, z zezwalaniem na rozmnażanie tylko ludziom o największym fitnessie i zakazem rozmnażania dla biednych i chorych. To pojęcie jest już stracone, jak psychologia ewolucyjna czy hinduski symbol szczęścia.

      Rzeczywiście, uważam że badania prenatalne, genotypizacja rodziców czy selekcja zygot powinny być dostępne (tylko nie nazywam tego eugeniką). W niektórych wypadkach zresztą są (np. badania prenatalne wykrywające na wczesnym etapie ciąży zespół Downa). Ale tu wchodzimy w sferę światopoglądową i dyskusje o tym, czy zygota to człowiek. Do takich dyskusji polecam świetnego bloga Utylitymon Tomasza Heroka (https://utilitymon.blogspot.com/) i jego cykl o aborcji.

      • Hmm, ale gdyby tak dopuszczać do rozmnażania te osobniki, które są nosicielami mniejszej liczby znanych, negatywnych mutacji (względnie: mniej istotnych, np. jakaś ważona funkcja „wadliwości” genomu), to ich częstość w populacji jednak by z pokolenia na pokolenie jednak spadała, no nie? Tj do pewnego minimum, wynikającego z mutacji pojawiających się spontanicznie.

        • Można by próbować policzyć, są do tego modele. Ogólnie rzecz biorąc dobór naturalny jest ograniczony od góry kosztem doboru. Im więcej mutacji wybierzesz na celownik, tym większą siłę selekcji musisz przyłożyć do populacji, a ta nie może być nieskończona, bo populacja jest ograniczona. W dodatku przykładając selekcję, zmniejszasz różnorodność genetyczną populacji, co wprowadza kolejne ograniczenie dla siły selekcji (zgodnie z fundamentalnym twierdzeniem Fishera).

  2. Dawkins ma oczywiście rację w tym, że jakoś zasadniczo nie różnimy się od bydła, koni, świń czy psów (w przypadku róż nieco się zagalopował). Czyli że uparty hodowca z jasno określonym celem coś tam by z Homo wyciągnął. Np. pewnie potrafiłby wyhodować rasę uzdolnionych gitarzystów z sześcioma palcami. Ale już z wyhodowaniem mądrzejszych, lepszych, zdrowszych i dłużej żyjących ludzi byłyby ogromne problemy. I nie tylko dlatego, że jedynie ostatnie kryterium jest dobrze określone. Przecież każdy mądry i dobry człowiek sprzeciwia się mechanizmom generującym nierówności, a takiej eugenicznej hodowli nijak nie dałoby się ukryć.

    Nie wiem po co i z jakiej okazji Dawkins pierdoli głupoty ale jest mi przykro że teraz wszyscy próbują go zaorać.

    • @kwik:

      Co do podobieństw między ludźmi a zwierzętami: no właśnie dużo się zastanawiałem, ale trochę brakuje mi danych. Wydaje mi się jednak, że ludzie mają dość specyficzną strukturę populacji: jesteśmy w miarę homogennym (genetycznie) gatunkiem o nader dużej efektywnej wielkości populacji, zwłaszcza w ciągu ostatnich stu lat. Zwierzęta hodowlane mają jednak jeszcze mniejszą zmienność genetyczną, a efektywna wielkość populacji jest – mimo ich dużej liczebności – silnie obniżona w wyniku kontroli przepływu genów przez człowieka.

      Co do orania Dawkinsa: nie uważam jak niektórzy, że trzeba wyrzucać jego książki. Co dobrego napisał, to napisał, wartość „Rozszerzonego fenotypu” nie jest mniejsza dlatego, że Dawkins teraz pisze o zachodnim feminizmie że jest fiu-bździu bo w innych krajach kobiety mają gorzej a w ogóle to przystawiał się do niego kiedyś nauczyciel więc nie przesadzajmy z tą pedofilią, albo puszcza biologiczne babole. Ale Dawkins ma bardzo silną pozycję, jest autorytetem, naukowym celebrytą, chyba najbardziej znanym ewolucjonistą, więc jeśli gada głupoty, to wypada to wypunktować. Nie będę wdawał się w dyskusje światopoglądowe, ale chciałem napisać jak to jest z eugeniką.

  3. W sumie chyba problem wyjaśnia to zdanie: „Jeśli chodzi o hodowlę wyjątkowo umięśnionych ludzi, albo ludzi z wyjątkowo kłapciatymi uszami – to przyznam Dawkinsowi rację, dałoby się to zrobić, przynajmniej teoretycznie. Ale eugenika jest nie tylko niemoralna, ale też całkowicie pozbawiona sensu”.

    Bo jak rozumiem (bardzo mało wiem o genetyce), Autor przyjmuje – zgodnie z najbardziej powszechną definicją – że eugenika ma na celu „ulepszanie” gatunku poprzez eliminację tych genów, które w fenotypie okazują się niefunkcjonalne. Eliminujemy choroby o pochodzeniu genetycznym. Gatunek ma być ”zdrowy”, a cel ma zostać osiągnięty przez zmniejszenie występowania „wadliwych” genów w populacji. Co – za Autorem – jest niemożliwe z uwagi na heterozygotyczność, niemożność wyeliminowania recesywnych negatywnych mutacji i permanentne dalsze mutacje.

    Jednak w hodowli zwierząt chyba o coś innego chodzi – wybieramy konkretne cechy (często zależne od wielu genów), które są pożądane przez hodowcę, a których tłem nie jest obiektywnie „zdrowy” gen, który w fenotypie wyparł uszkodzony (bądź nawet homozygotyzm). Nie jest przecież tak, że diploidalna świnia ma recesywny gen słabo umięśnionego uda, a w fenotypie wygrała „kopia bezpieczeństwa” lepiej umięśniona. Czy gen krótkiego zamiast długiego ogona psa.

    Można sobie wyobrazić wsobne krzyżowanie dobrze umięśnionych, wysokich jasnookich nordyków, co przez np. selektywny pronatalizm i wsobność da nam populację z mniej więcej taką pulą genową (przy okazji przyjmując absurdalne założenie, że cechy te wiążą się z wyższą inteligencją, odwagą, a nawet zdrowiem). Da się – oczywiście, chodzi o te cechy spoza nawiasu;) – tak się właśnie hoduje zwierzęta, czasami takie populacje ludzkie powstają przez samą separację i wsobność. Ale ciężko to nazwać eugeniką, chyba tylko naziści tak to rozumieli (aczkolwiek i tak zaczęli od eliminacji osób chorych).

    Hodowla zwierząt czy roślin to nie tylko eliminacja obiektywnie wadliwych (chorobliwych) kopii genów (może je wręcz multiplikować, co Autor wskazywał). A eugenika to nie jest uzyskiwanie określonego koloru włosów i konkretnego koloru róży. A chyba o takim jej rozumieniu mówił Dawkins.

  4. tak to jest, gdy się nie czyta wcześniejszych komentarzy… Teraz dopiero czytam kwika, i sumie podobnie, tylko on – straight to the point;)

  5. January:
    „Eugenicy chcieliby poprawy rasy ludzkiej, czyli usuwania wszelkich negatywnych mutacji.
    Z tym są jednak dwa problemy, które właściwie czynią eugenikę niemożliwą.”
    Na pewno? :-)
    O jaką eugenikę chodzi autorowi – taką jak za czasów Galtona – tylko „czysta” hodowla, rozmnażanie osobników o pożądanych cechach, eliminacja pozostałych.
    Jeśli tak, to może ma rację .
    Lecz dzisiaj w tej formie pojęcie to jest przestarzałe. Gdyby teraz ktoś zastosował procedury eugeniczne, to tradycyjne metody miałby znaczenie co najwyżej drugorzędne, on z całą pewnością korzystałby z osiągnięć nauki – inżynierii genetycznej, czy tego, co autor sam popiera – selekcję zygot, badania prenatalne itp.
    Oczywiście, do masowych narodzin wysokich blondynów o niebieskich oczach nam naukowo jeszcze daleko :-) , ale zawsze ktoś mógłby zdecydować się na pierwszy krok :-)
    kwik :
    „Przecież każdy mądry i dobry człowiek sprzeciwia się mechanizmom generującym nierówności (…)”
    A co będzie jak człowiek jest zły i głupi? Albo całe społeczeństwo?
    Co z ludźmi bogatymi którym nierówności nie szkodzą, wręcz wprost przeciwnie :-)
    Czy mądrzy i dobrzy stanowią większość, czy mniejszość w społeczeństwie?
    kwik :
    „Nie wiem po co i z jakiej okazji Dawkins pierdoli głupoty ale jest mi przykro że teraz wszyscy próbują go zaorać.”
    Dlaczego „pierdoli głupoty”?
    Jego tweet to stwierdzenie faktów.
    Eugenika może być uznana za coś złego, ale to nie znaczy że jest niemożliwa. Przez to, że coś jest złe, nie oznacza że jest fałszywe – dobro nie jest automatycznie prawdą. Dawkinsa „teraz wszyscy próbują go zaorać” z powodów politycznych. Ktoś, kto mówi o eugenice bez rytualnego oburzenia jest nazwany faszystą ( lewacy) , albo bezbożnikiem ( prawacy ). Od obydwu stron musi dostać po głowie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s