Cytat na dziś: Prof. Gajewski

14Paźdź10

W drugiej połowie lat 70. sami studiowaliśmy biologię i uczęszczaliśmy na wykłady Gajewskiego. Zapamiętałam opowieść profesora, jak to dobrze teraz mamy, bo nie musimy bywać na jego wykładach, a kiedy zaczynał je prowadzić, nie było żadnego podręcznika do genetyki i bez notatek z wykładu nie sposób było zdać. Poprosił kiedyś pewnego studenta – a jego twarzy nie widział na żadnym wykładzie – by mu narysował gen. Podpowiadał mu: na górze półkole, potem kreseczka, a potem jeszcze kreseczka poprzeczna na dole – i student to rysował. – Tak właśnie – powiedział na końcu profesor. – Tylko że tak nie wygląda gen. Tak wygląda dwója.

— Anna Bikont, Sławomir Zagórski: „Burzliwe dzieje gruszek na wierzbie”

Artykuł Bikont i Zagórskiego jest ze wszech miar godny polecenia — to niesamowita historia łysenkizmu. Profesor Wacław Gajewski należał do tych polskich genetyków, którzy nigdy nie dali się przekonać do uczenia łysenkizmu; przez lata nie wolno mu było nauczać.



4 Responses to “Cytat na dziś: Prof. Gajewski”

  1. 1 telemach

    Ale Bikont i Zgórski coś potwornie pokręcili. Naprawdę. Bo ja się uczyłem w genetyki bodajże w 1976 z tego podręcznika: (to jest już kolejne i rozszerzone wydanie):
    http://allegro.pl/genetyka-ogolna-i-molekularna-waclaw-gajewski-i1270479707.html#gallery

    A swoją drogą: zapewnienie sprzdającego: MOŻE JESZCZE PRZEZ DŁUGIE LATA SŁUŻYĆ STUDENTOM W PRZYSWAJANIU WIEDZY jest ciekawe, naprawdę ciekawe.

  2. Telemachu, ale tekst można też w taki sposób zrozumieć, że prof. Gajewski w latach 70-tych opowiadał studentom o czasach, gdy nie było podręczników ( za Gierka już były).

    Są jednak podręczniki, które się nie starzeją, na przykład podręczniki anatomii. Wśród studentów dalej spotyka się podręcznik Bochenka, wydanie z lat 50-tych. Właśnie tam, napisany drobnym druczkiem (aby student broń Boże nie wpadł na pomysł przeczytania) jest sobie rozdzialik o dziedziczności. Piętnuje on oczywiście błędy „wajsmanistów” i „morganistów”, na szczęście jest tak napisany, miałem wrażenie, że z rozmysłem, iż w końcu nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi.

  3. 3 telemach

    @globalnysmietnik: faktycznie, masz rację, (zbyt) pobieżnie przeczytałem, on istotnie wspomina ( w latach 70tych) czasy, gdy podręczników jeszcze nie było. Czyli o wiele wcześniejsze.

    A w (niezapomnianym) było Bochenku więcej takich małomaczkowych pereł, szczególnie w tomie poświęconym układowi nerwowemu. Dobrze, że gdzieś tam jeszcze stoi na półce. BTW: Naprawdę jeszcze się z tego ktoś w Polsce uczy? Rozczulające.

  4. 4 eptesicus

    >>Naprawdę jeszcze się z tego ktoś w Polsce uczy? Rozczulające.

    z Bochenka? Oczywiście. Sam się zeń uczyłem, jeszcze w 1997 roku. W sumie anatomia człowieka aż tak się nie zmieniła ;-)

    ale w sumie to raczej wyjątek niż reguła. Ciężko sobie wyobrazić inną dziedzinę biologii, w której podręczniki są tak nieśmiertelne. Jednak z braku środków, studenci uczą się oczywiście z wielu różnych staroci (np. z lat 70-tych), zaś skutki tego są zwykle fatalne, po prostu otrzymują – nie wiedząc nawet o tym – kurs zamierzchłej historii danej dyscypliny, nie zaś obraz jej aktualnego stanu. Ponieważ na I stopniu wykłady dotyczą zwykle bardzo szerokich tematów („systematyka roślin zarodnikowych”, „zoologia bezkręgowców”, „ekologia ogólna”, „biologia komórki”, „genetyka”), zaś wykładający naukowcy – siłą rzeczy – są wąskimi specjalistami ograniającymi tylko drobną część wykładanych przez siebie zagadnień, nie śledzą oni aktualnych postępów wiedzy w innych niż własna dziedzinach i (zupełnie nieświadomie) serwują podopiecznym wielokrotnie odgrzewane kotlety. Oczywiście nie zawsze. Ale raczej w większości przypadków niestety tak jest.



%d bloggers like this: