Cytaty na dziś: Wielcy biali myśliwi

02Wrz10

– (…) Można strzelać w mózg, ale wtedy musi być bardzo dobra widoczność, bo głowa słonia jest większa niż ten stół, a mózg mały, musi pani wycelować precyzyjnie w punkt. A ja polowałem w nocy. Serce słonia jest duże, nie ma ryzyka, że się nie trafi.

– Jak to wyglądało, przewrócił się od razu, wydał ryk?

– Tak, wydał strasznie donośny ryk. Podobnie bawół ryczy, jak pani trafi go w serce, ale słoń jeszcze donośniej. Wioski oddalone o 15 km słyszały. Jak tylko zrobiło się jasno, z buszu zaczęły wychodzić kobiety z wiadrami, po mięso. Mięso po oskórowaniu poszło dla nich.
(…)
– A pan co zabrał?

– Zabrałem tylko ciosy, przepiękne, i uszy, trąbę, nogi, ogon, pół skóry. (…) Widziałem u jednego z myśliwych uszy razem z ciosami ciekawie wyeksponowane. W Zimbabwe widziałem np. bardzo ładne krzesła barowe wykonane z nóg słonia, a ze skóry pufy do siedzenia.

— Pan Waldemar, biznesmen z Bytowa jest zapalonym myśliwym

Cytat drugi (z tego samego artykułu):

Zapewne truizmem będzie stwierdzenie, iż istotą łowiectwa jest obcowanie z naturą

— Adam Smorawiński, były rajdowiec, biznesmen, szef Polskiego Klubu Safari.

Myśliwi obcują z naturą, a pedobear z dziećmi

Chłopcy, lubicie się bawić w myśliwych — trudno. Lubicie sobie postrzelać do zwierzątek — cóż, nie da się wam tego zabronić na całym świecie. Chcecie słonie przerabiać na pufy — well, dobre gusta nie rodzą się na miedzy w Bytowie, a ciężka kasa, jaką wywalicie, kto wie — może nawet będzie z pożytkiem dla słoni (zaś dzięki olbrzymim wysiłkom organizacji chroniących przyrodę, słonie w południowej Afryce, np. Zimbabwe, obecnie nie są już tak zagrożone jak niegdyś).

Ale mała wskazówka — te teksty o obcowaniu z naturą… może lepiej się od nich powstrzymać? Gdybyście robili innym ludziom takie obcowanie, jak robicie przyrodzie, to, um, na was by polowali. Z ostrą amunicją.

Musango i turysta

W czerwcu tego roku amerykański turysta bawiący się w myśliwego zabił dwoma strzałami w głowę — całkowicie legalnie — słynnego wśród turystów bawiących się w fotografów słonia imieniem Musango. Słoń miał obrożę z transponderem, która miała służyć monitorowaniu jego aktywności, i należał do pobliskiego rezerwatu przyrody. Słoń był ulubieńcem ludzi, ponieważ się ich nie bał, był wyjątkowo łagodny i pozwalał zbliżyć się turystom na niewielką odległość.

Organizacja myśliwych jak zwykle zasłaniała się niewiedzą („nie wiedzieliśmy, że dwa kilometry obok rezerwatu biegają słonie z rezerwatu”) i krzakami — te ostanie nie pozwoliły dostrzec obroży z satelitarnym transponderem (to ta „czapka”, którą ma słoń obok na zdjęciu, tuż powyżej miejsca, gdzie trzeba trafić słonia, żeby zabić go strzałem w głowę).

Czytając teksty myśliwych człowiek się zastanawia: czy aby na pewno rozsądne jest dawanie zezwolenia na broń akurat tym ludziom, którzy tak ewidentnie są głupsi niż przeciętny człowiek?



43 Responses to “Cytaty na dziś: Wielcy biali myśliwi”

  1. 1 Mruwnic

    Paragraf 22: jeśli ktoś jest tak głupi, że chce być myśliwym, to nie powinien dostać pozwolenia na broń.

  2. 5 Gammon No.82

    „istotą łowiectwa jest obcowanie z naturą”

    Coś jak ta bomba atomowa, która chciała być kulką karabinową.

    • 6 ztrewq

      Raczej coś jak ten alfons, co mówił o opiece nad słabymi kobietami.

  3. A ja jeszcze dodam, że mózg słonia wcale nie jest mały



    oraz http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16782503
    (sciągnąłem cały papier masy mózgów słoni wahają się wg niego mniej więcej od 4 do 7 kg)

    • 8 ztrewq

      Nooo dobra, ale to jednak i tak nie jest aż tak wiele w porównaniu z całą głową słonia. 4-7 kg to kostka o boku 16-20cm, albo kula o średnicy 20-23cm. A cała głowa jest przecież dużo większa.

      • Dużo większa, ale co z tego? Co wielkość tablicy na której wisi tarcza strzelecka ma do możliwości trafienia w tę tarczę?

        A z Twojego obrazka widać też, że serce nie jest jakoś dramatycznie większe od mózgu.

        • 10 ztrewq

          No dobra, dobra, nie musisz mnie przekonywać, że myśliwi z Bytowa to specjaliści od anatomii słoni.

          Niemniej jednak, myślę, że chodzi też o to, jaka jest powierzchnia przekroju dostępnego dla strzału. Szybki gugiel wyrzuca np. coś takiego:

          Oraz:

          Może to potwierdzać przekonanie propagowane na tych (i innych stronach), że łatwiej trafić jednak w serce. Może — nie musi.

          Strony dla osób o stalowych nerwach; mnie prawdę powiedziawszy, urwało od obrazków zadowolonych z siebie panów i pań stojących nad trupami słoni. Czuję się obrzydliwie.

        • Ja nie przeczę, że w serce może być łatwiej, choć zastanawiam się, czy przyczyną nie jest duża ilośc kości wokół mózgu.

  4. 12 janekr

    Niestety lobby myśliwskie w polskim sejmie (i senacie) jest jedyną naprawdę sprawnie działającą, ponadpartyjną grupą.

    • 13 ztrewq

      Jak zrobić, żeby biznesmeni z Bytomia uważali, że polowanie jest straaaasznie obciachowe?

  5. 14 ztrewq

    P.P.S. Może kogoś ominęło tak jak mnie:

    A prezes Ryszard w rewanżu drodze
    Też puści luźno hojności wodze
    I da, jak sądzę, tu wybacz Panie,
    Odstrzał na jakąś zgrabniutką łanię.
    Zatem wypijmy panie, panowie
    Za jubileusz w bialskiej Ponowie
    Wypijmy duszkiem, aż do dna wszystko
    Bo nie masz, nie masz jak Towarzystwo.

    — Wiersz Bronisława Komorowskiego na jubileusz Bialskiego Towarzystwa Łowieckiego „Ponowa” (za GW)
  6. 15 malapucyusz

    Co zrobić, aby biznesmeni uważali, ze polowanie jest obciachowe? To proste. Nie wiem czym zajmuje się Pan Waldemar z Bytowa, ale wiem czym Pan Smorawiński i Synowie. To dealer samochodów BMW. Tak się składa, że zamierzam nabyć auto tej marki i na pewno nie zrobię tego w salonie P. Smorawińskiego. Właściciele BMW mają swój honor i nie będą się zadawać z takimi Burakami.

    • 16 ztrewq

      Hm, to może trochę zadziała, jeśli po kupieniu beamera napiszesz do pana Smorawińskiego krótki list wyjaśniający Twoją decyzję :-)

  7. 17 Hehe

    Oburzacie się działaniem myśliwych, ale wegetarianami przecież nie jesteście, prawda? A raczej uczciwszym jest zastrzelenie zwierzęcia na wolności, gdzie przynajmniej ma jakieś minimalne (prawie zerowe ale jednak) szanse na ucieczkę i przynajmniej resztę życia ma normalną, niż hodowanie ich w bardzo złych warunkach na rzeź.

    • 18 ztrewq

      Jeśli przeczytasz jeszcze raz notkę, to może zauważysz, że to nie sam fakt zabijania zwierząt wywołuje nasze obrzydzenie. Nie nawołuję chłopców do zaprzestania zabawy w myśliwych — tylko do tego, żeby przestali pieprzyć brednie o przyrodzie i naturze. Tak że z pana Waldemara z Bytowa się natrząsam (piękne pufy widział), ale pan Smorawiński budzi we mnie obrzydzenie.

      Tyle, że im są te brednie bardzo potrzebne, bo przecież chodzi o to, żeby się poczuć Prawdziwym Mężczyzną, Prawdziwym Myśliwym Jak Za Dawnych Dobrych Czasów. Myśliwi boją się śmieszności — a jak się obedrze łowiectwo z tych wszystkich komunałów o przyrodzie i sercu wojownika, o Kameradschaft, to zostaje banda podjaranych bronią starszych panów, którzy za pieniądze i bez większego ryzyka zabijają sobie zwierzątka, a potem wieszają ich truchła w domu. Oliwkowe gatki i pomarańczowa kamizelka, taki rodzaj paintballu albo RPG, tyle, że zabijaniem zwierząt i z mniejszymi wymaganiami — odpowiednio — kondycyjnymi i intelektualnymi.

      Nie rozumiem też, o co chodzi z tym dawaniem szansy. Nie widzę w tym nic uczciwego, tym bardziej, że spora część zwierząt ranionych w czasie polowania ginie w wyjątkowo obrzydliwy sposób (co teoretycznie nie powinno się zdarzać — ale się zdarza). To już corrida jest nieco uczciwsza.

      Iść na słonia z XXI-wieczną bronią palną, samochodem terenowym i przewodnikiem to cieniarstwo. Niedawno w National Geographic był reportaż o rezerwacie w Indiach — a w nim zdjęcie szarżującego nosorożca. Ten gość, fotograf, o, ten to miał jaja. A nie pan Waldemar z Bytowa.

      • No, toś ztrewq prawie wszystko napisał, co sobie obmyśliłem, a odłożyłem na „po śniadaniu” :-)

        Pozwolę sobie uzupełnić – tak w czasie polowania zwierzę może zostać ranione zamiast zabite, i długo się męczyć zanim w końcu zejdzie. W rzeźni zostaje zabite szybko i w miarę możności bezboleśnie.

        A z trochę innej beczki, zauważyłem, że na poziomie czysto odruchowo-emocjonalnym, puf czy popielniczka z kawałka słonia robi na mnie znacznie większe (złe) wrażenie niż skóra dzika albo łeb żubra, łosia czy szczupaka na ścianie.

        Zastanawiam się, czy to podświadome myślenie o słoniu jako zagrożonym wyginięciem, czy przyzwyczajenie – bo w kulturze polskiej/europejskiej historycznie wieszano łosie, nie słonie, czy jakieś niskopoziome zróżnicowanie odczuwania łysości i włochatości.

        • 20 ztrewq

          Hah, a ja się zastanowiłem, i doszedłem do wniosku, że nie wszystko.

          Otóż zabijanie słoni to — czysto emocjonalnie — wyjątkowe kurewstwo — tak, jak zabijanie małp; bo słonie to są zwierzęta socjalne, pod względem wielu zachowań znacznie bliższe ludziom niż, dajmy na to, szczupaki (czy nawet jelenie).

          Jak się czyta coś np. o opiece słoni nad dziećmi — no to po prostu nie sposób nie czuć empatii.

        • A co z wilkami? Czy wypchany wilk budzi w tobie taki sam sprzeciw jak wypchany słoń?

          Psowate są wszak bardzo socjalne, w dodatku w sposób bliski ludziom, a przynajmniej wyjątkowo kompatybilny z ludzkim.

          Coraz bardziej mnie fascynują źródła współczucia czy troski o zwierzęta, a dokładniej źródła zróżnicowania tego współczucia wobec różnych gatunków.

          Że różne WWFy i Greenpeace’y opierają swoje publicity na tym, to wiadomo, zwierzętami-symbolami zostają delfiny, które większość ludzi uważa (nie wiem czemu) za urocze, pandy kojarzące się ze słodkim misiem do przytulania, zabijane w Kanadzie śliczne puchate młode foczki (a dorosłe tłuste i łyse już nie budzą takich uczuć).

          Oczywiście to zagranie taktyczne jest chwalebne, bo trafia do uczuć i portfeli publiczności, a finansować z tego można ochronę gatunków mniej efektownych czy przytulnych, a może bardziej tego potrzebujących.

          Ale jak się zastanowić, to prowadzi to do absurdow, u nas w tv chodzą czasem reklamy jakichś organizacji prozwierzecych wg schematu „epatujemy losem zwierzat, strasznymi historiami i zdjęciami, a potem podajemy gdzie wplacic kase”. Niektóre historie/zdjęcia są oczywiście straszne, jakieś poranione koty, wychudzone do niemożliwości psy, krowa przewracana wózkiem widłowym, te sprawy. Ale na przykład pokazują konia, i leci komentarz „Lucy (czy inne imię, nie pamiętam, przeważnie podaje się imię by uczłowieczając pomóc w identyfikowaniu się z losem zwierzaka) has been sold… [zawieszenie głosu, zmiana tonu na jeszcze bardziej grobowy]…for meat!”. WTF? Miliony krów, świń i różnych innych się sprzedaje for meat, dlaczego akurat sprzedanie w tym celu tego konia ma być jakoś wstrząsające?

          Mam w ogóle ostatnio jedną bardzo obrazoburczą myśl co do różnicowania stosunku do różnych gatunków zwierząt, tu bardziej chodzi mi o przetrzymywanie w niekoniecznie przyjemnych warunkach, doświadczenia itd, nie wprost zabijanie. Ale muszę jeszcze na tym pomyśleć, i co gorsza dużo poczytać (na co nie mam czasu), zanim zdecyduję się ją wyartykułować.

        • 22 ztrewq

          Masz oczywiście we wszystkich punktach rację, dlatego napisałem „czysto emocjonalnie”.

          Ale jeśli chodzi o wilki, to kudy im tam do słoni. Z tym, że tak, wypchany czy zabity na polowaniu wilk też we mnie budzi falę nieprzyjemnych uczuć.

          No i — chyba nie odkryję Ameryki stwierdzając, że mechanizm w przypadku Twojego przykładu z koniem jest raczej prosty. Ujeżdżając konie, koniarze poznają je i zaprzyjaźniają się z nimi; rozumiejąc ich zachowanie uczłowieczają je w swoich głowach: konie mają teraz uczucia, myśli, wolę. Raz przekroczywszy tą granicę uczłowieczenia, konie stają pod ochroną naszych wbudowanych i nabytych barier i oporów przed zabijaniem „swoich”.

    • 23 PGolik

      Jeżeli jeszcze nie dotarło – kluczowe jest tu zabijanie dla samej przyjemności zabijania. Wobec rzeźnika, któremu w pracy sprawia przyjemność sam fakt zabijania zwierzęcia (a nie odbierania comiesięcznej wypłaty) miałbym dokładnie takie same uczucia (ale jakoś wątpię, by było wielu takich).
      Motywy są ważne. Tak samo sam bez najmniejszych wahań utłukę kapciem komara czy innego natrętnego owada, ale widok dzieciaka bawiącego się w wyrywanie muchom skrzydełek wzbudzi we mnie głęboką niechęć.
      I nie mieszaj tu jedzenia (lub nie) mięsa – czerpanie przyjemności ze skutków śmierci zwierzęcia (w postaci dobrego befsztyka) to po prostu nie to samo, co czerpanie przyjemności z samego zadawania śmierci.

      • 24 M

        „jakoś wątpię, by było wielu takich”
        Czemu? Sądzisz, że ktoś wykonywałby pracę której nie lubi…?

        • 25 Gammon No.82

          Ale chwytasz różnicę między „lubi”, a „nie jest tak, że nie lubi”?

        • 26 M

          Tak szczerze pisząc, niestety nie bardzo…

        • „Sądzisz, że ktoś wykonywałby pracę której nie lubi…?”

          Są ludzie, którzy tak żyją – bo nie mają innej wątpliwości.

          Poza tym można lubić i cenić swoją pracę jako całość, nie przepadając za jej jednym aspektem.

  8. 28 Hehe

    Każdy zszokowany „OMG oni zabijają niewinne zwierzątka” powinien zastanowic się, co ma na talerzu i czy jest w stanie z tego zrezygnować.

    • 29 ztrewq

      Well. Nie wiem, jak będę mógł żyć bez tofu — na talerzu (właśnie jem obiad) mam wegetariańską lasagnę, z tofu jako substytutem mięsa do sosu bolognese.

    • 30 malapucyusz

      Nie oburzam się zabijaniem „niewinnych zwierzątek” bo lubię mięsne potrawy, ale oburzam się zabijaniem zwierzątek dla sportu, po to, aby usłyszeć jak „zwierze wydało straszliwy ryk” co czyni Pan Waldemar z Bytowa.

      Trudno też zgodzić się z Panem Smorawińskim,że istotą łowiectwa jest „obcowanie z naturą”. Znam wiele zajęć (chodzenie po górach, pływanie kajakiem), które bardziej wyczerpują pojecie obcowania z naturą. Moim zdaniem ma tu rację Pan Waldemar z Bytowa – istotą łowiectwa jest wysłuchiwanie, jak „zwierzę wydaje straszliwy ryk”.

      • 31 M

        „Nie oburzam się zabijaniem „niewinnych zwierzątek” bo lubię mięsne potrawy, ale oburzam się zabijaniem zwierzątek dla sportu, po to, aby usłyszeć jak „zwierze wydało straszliwy ryk” co czyni Pan Waldemar z Bytowa.”
        Dla mnie to jednak byłoby niekonsekwentne, bo przecież w jednym i drugim przypadku chodzi tylko i wyłącznie o własną egoistyczną przyjemność i nic więcej… Po prostu jedni mają przyjemność ze smaku mięsa a inni z tego, że zabijają.

        • 32 ztrewq

          Po prostu jedni mają przyjemność ze smaku mięsa a inni z tego, że zabijają.

          Jeszcze inni czerpią przyjemność z torturowania ludzi. YPB?

        • 33 malapucyusz

          Jakaś niekonsekwencja może i w tym jest, prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie życia bez jedzenia mięsa, emisji CO2, produkcji śmieci itd. Natomiast czym innym jest czerpanie przyjemności z tego, że „zwierzę wydało straszliwy ryk”.

  9. 34 wo

    Wydaje mi się, że rozumiem przyjemność jaką daje skradanie się tak, żeby podejść zwierzę – w tym sensie rozumiem chyba zasadniczą przyjemność myśliwego. Nie rozumiem tylko tego momentu, w którym pociąga za spust dwururki, zamiast za migawkę aparatu fotograficznego. Co mu to robi za rożnicę? Zdjęcie też przecież dałoby mu trofeum typu „zaszedłem jelenia od tyłu”.

    • 35 ztrewq

      A ja rozumiem skąd się to bierze. To jest mentalność faceta, który onanizuje się nad swoją kolekcją urządzeń do zabijania, czyt. „fan militariów”, ale jeszcze pragnie naprawdę tego używać żeby być serio, the real zing. Może spoglądać na chłopców od paintballa z wyższością, bo oni się bawią, a on — POLUJE. Tak, jak pilot-amator spogląda z wyższością na faceta sklejającego plastikowe modele. A skąd się bierze fascynacja bronią, to już osobna sprawa, ale że coś takiego istnieje, to chyba nie ma wątpliwości.

      Tak że — chyba rozumiem skąd to się bierze. Chociaż jednocześnie nie rozumiem, bo jak dla mnie, stosunek do broni najlepiej wyraził Hawkeye w M.A.S.H.:When I got thrown into this war I had a clear understanding with the Pentagon: no guns. I’ll carry your books, I’ll carry a torch, I’ll carry a tune, I’ll carry on, carry over, carry forward, Cary Grant, cash and carry, carry me back to Old Virginia, I’ll even hari carry if you show me how, but I will not carry a gun.

      No i niewiedza. Skoro każdy ma aparat w telefonie komórkowym, to pewnie fotografia jest prosta, nie? Do momentu, oczywiście, kiedy chce się zrobić dobre zdjęcie słonia w nocy, na przykład, albo trafić na strony NG. Albo gdy okazuje się, że podchodzenie zwierząt w celu robienia zdjęć bywa czasem bardziej niebezpieczne od polowania na nie. I to nie tylko przy fotografowaniu niebezpiecznych zwierząt; fotografowie mogą „polować” poza ucywilizowanymi, bezpiecznymi terytoriami, gdzie firma turystyczna dowiezie myśliwych na miejsce, podprowadzi do zwierzyny, a potem załatwi transport trofeów.

      • Tak, jak pilot-amator spogląda z wyższością na faceta sklejającego plastikowe modele.

        Dobrze, jeśli tylko patrzy ;-) !
        http://www.liveleak.com/view?i=ab3_1282653276

        (oczywiście żartuję, nie sądzę, by było to intencjonalne)

        • 37 Gammon No.82

          Rok temu wywołałem małe zaskoczenie w sklepie z modelami RC (gdzie poszedłem kupić trochę sklejki, listewek i „patyczków” z włókna węglowego), zadając niewinne pytanie, jak oceniają możliwość skraszowania samolotu pasażerskiego przez wlecenie modelem w turbinę silnika odrzutowego. Ciekaw jestem, czy zaraz potem zadzwonili do Służb, czy potraktowali to jako wizytę poczciwego schizofrenika.

    • 38 Skan

      @WO
      „Wydaje mi się, że rozumiem przyjemność jaką daje skradanie się tak, żeby podejść zwierzę”

      W wydaniu polskim to częściej wygląda tak, iż myśliwy siedzi na ambonie parę godzin ćmochając fajki i czekając, aż samo „coś” podejdzie. Ew. wersja z nagonką – panowie stają w linii i czekają aż wypłoszone nagonką zwierzaki same wbiegną pod lufy. I też potrafię sobie wyobrazić przyjemność ze skradania, ale właśnie takie „polskie” polowanie jest dla mnie totalną abstrakcją. „O patrz Zenek, w końcu coś przybiegło! *bum*

      @gdzieś-tam-up
      Argument „jak jesz mięso to myślistwo nie jest be” jest równie głupi co „jak uważasz, że przeludnienie jest problemem, to się zabij”.

      • 39 malapucyusz

        A jak uważam, że niedostateczny przyrost demograficzny jest problemem, to co mam zrobić?

        • 40 Skan

          Zacznij pracować w kiosku ruchu i dźgaj prezerwatywy ;)

        • 41 magda

          …ośmioro dzieci? (trzeba zaczynać od małych kroków)

        • 42 malapucyusz

          Co za okrucieństwo. Już wole uważać, że przyrost naturalny jest taki jak trzeba!

  10. 43 inhet42

    Myśliwy to w ludzkiej społeczności postać bardzo ważna – przez prawie cała historię ludzkości. To on dostarczał najlepsze jedzenie i futra. i to on był najsprawniejszym fizycznie i umysłowo członkiem gromady.
    Dziś każdy zdechlak i kretyn może sobie kupić splendor łowcy za pieniądze – ale kogo poza sobą samym oszuka?



%d bloggers like this: