Cytat na dziś: pani profesor

30Mar10

Kamela Sowińska otrzymuje nominację na ministra skarbu. Za Wikimedia Commons.

Mleko się rozlało i nie chowam głowy w piasek. Apeluję tylko, by znać proporcje. Niektórzy kopiują pół habilitacji i jest to ewidentny plagiat naukowy. Ja skopiowałam kilka prostych informacji z Wikipedii i to też nazywa się plagiatem. Chciałabym, żeby mój przypadek przyczynił się do jasnego zarysowania granic plagiatu. Powinniśmy jako naukowcy ustalić, czym jest współczesny plagiat wobec powszechnego dostępu do megaźródeł informacji, jakie są granice wykorzystania internetu.

— prof. dr. hab. Aldona Kamela-Sowińska, która z siedmiostronicowego wstępu sama napisała tylko cztery linijki, przyznaje się do plagiatu

Droga Pani profesor, ja Pani wytłumaczę, jakie te granice są, bo wbrew pozorom sprawa nie jest za trudna nawet dla rektor Wyższej Szkoły Handlu i Rachunkowości i byłego ministra skarbu — chociaż fakt, że taka historia przydarza się Pani nie po raz pierwszy mógłby o tym świadczyć. Dość, że moi studenci nie miewali kłopotu, żeby go zrozumieć.

Otóż jeśli podpisany przez Panią tekst nie jest Pani autorstwa i nie jest ujęty w cudzysłowy i opatrzony przypisem do źródła cytatu, to jest jawnym plagiatem. A jeśli Pani na tym etapie swojej kariery nie odróżnia „korzystania z megaźródeł informacji” od chamskiego plagiatu polegającego na copy-paste, to niechże Pani z łaski swojej nie mówi o naukowcach „my”. My, proszę Pani, umiemy takie rzeczy odróżniać.

Ale to jeszcze, proszę gawiedzi, nic. Tutaj mamy jeszcze jeden cytat z profesor Kamela-Sowińskiej Aldony:

Zawsze gram na stole, nie kłamię i nie kręcę, bo kłamstwo i tak zawsze wraca.

— prof. dr. hab. Aldona Kamela-Sowińska (za „Polityką”)

Święte słowa.



23 Responses to “Cytat na dziś: pani profesor”

  1. 1 ekolog

    Również chciałbym się przyłączyć do protestu przeciwko łączeniu praktyk tej pani z działalnością naukową. Nas przecież uczą, od samego początku, czym jest plagiat, podpisujemy zaświadczenia o samodzielności pracy. Zadziwiająca ta chęć dzielenia odpowiedzialności za oszustwo – bo tak tylko to można nazwać – na całe środowisko.

  2. Też się przyłączę. Żałosne są te jej tłumaczenia.

  3. 3 Mirek

    Cóż, powiem tylko, że gdyby tak „mleko się rozlało” w Wielkiej Brytanii, to pani prof. już by rezygnowała z posady

  4. 4 ztrewq

    Słuchajcie, ale to przecież to chodzi nie tylko o to, że ona popełniła plagiat.

    Rektor wyższej uczelni oznajmia publicznie, że przekopiowanie siedmiu stron z Wikipedii, dodanie czterech linijek od siebie i podpisanie własnym nazwiskiem to takie tam ecie pecie, wszyscy to robią, a w ogóle to trzeba się zastanowić, czy to w
    ogóle naprawdę jest plagiat.

    Osoba odpowiedzialna za kształcenie studentów. Najwyższy autorytet na uczelni, która wypuszcza ludzi z dyplomami ukończenia studiów.

    Rektor. Wyższej. Uczelni.

    • Ależ oczywiście. Plagiat to jedno – i oczywiście skandal – ale mnie bardziej nawet ruszyły jej tłumaczenia. Teksty, że wszyscy tak robią, że trzeba się zastanowić, ple, ple, ple, i w ogóle – w ustach osoby na takim stanowisku.

  5. 6 kwik

    Wcześniej nieszczęsna ofiara internetu twierdziła, że nie plagiatuje, tylko jest niechlujna:
    „Jednak Kamela-Sowińska twierdzi, że plagiatu nie popełniła. Owszem, skopiowała fragment z internetu, ale nie wiedziała, kto jest autorem. – Padłam ofiarą internetu. Mając ponad 150 publikacji na koncie, w życiu świadomie nie przypisałabym sobie cudzych słów. Teraz wiem, że powinnam podać link do źródła. Nie dochowałam odpowiedniej staranności. I do tego się przyznaję – mówi „Gazecie” Kamela-Sowińska. I ostrzega: – Internet może być dobrodziejstwem, ale i zagrożeniem. Ja się o tym przekonałam.”

    To było przy okazji poprzedniego plagiatu: Prof. Kamela-Sowińska splagiatowała tekst o etyce

    Najwyższy czas zlikwidować internet.

  6. 7 sigmadelta

    Przeczytawszy skąd skopiowała teksty to przyszło mi do głowy, że to nie ona skopiowała, a ktoś komu kazała napisać wstęp. No bo źródła są tak mało „subtelnie” dobrane (strona konkurencyjnej uczelni, wikipedia, ściaga).
    Oczywiście gdyby to była prawda to dyskwalyfikowałoby to ją jeszcze (jeśli się da) bardziej.

  7. 9 eptesicus

    >>a skopiowałam kilka prostych informacji z Wikipedii i to też nazywa się plagiatem (…) Powinniśmy jako naukowcy ustalić, czym jest współczesny plagiat wobec powszechnego dostępu do megaźródeł informacji, jakie są granice wykorzystania internetu

    tej pani chyba wszystko się pomieszało. Naprawdę. Tu nie chodzi o wykorzystanie informacji, ale 1) o podanie źródła informacji (a raczej jego brak), 2) o wykorzystanie FORMY (a nie treści), czyli o chamskie skopiowanie gotowego tekstu. Gdyby to jeszcze było pół strony w 600 str. habilitacji pani profesor. Ale tu chodzi o skopiowanie żywcem całego tekstu i podpisanie go jako własnego. 99% tekstu co do FORMY nie zmieniło się w stosunku do oryginału, a mimo to pani profesor się pod nim podpisała, jak pod własnym. Co mają do tego zawarte w nim informacje czy treści? Internet jest źródłem jak każde inne i można z niego korzystać JAK Z KAŻDEGO INNEGO ŹRÓDŁA. Na tych samych zasadach – a więc podając to źródło (jeśli się wykorzystuje treść), lub waląc w cudzysłów (jeśli również wykorzystuje się formę).

    to, że coś jest z internetu, jest chyba bez znaczenia, również w przeszłości ludzie mieli dostęp do „megaźródeł informacji”. Nazywało się to bibliotekami. Czy ich istnienie wymagało ustalania nowych (rozumiem, że węższych) ram plagiatu, bo ktoś chciałby przepisać ileś tam stron książki i sobie przypisać ich autorstwo?

  8. 10 eptesicus

    Ha ha ha, ONA brnie dalej:

    „”Gazeta”: – Przecież każdy student wie, że trzeba zaznaczać cytaty i podawać źródła.

    Kamela-Sowińska: – Tak, ale w pracy naukowej. A ja nie uważałam wstępu za pracę naukową! Ja tylko wprowadzałam w temat, dyskusja naukowa toczyła się na dalszych stronach (…) Kiedyś popełniłam felieton o Indonezji, z której wróciłam, i też nie podałam źródła, pisząc ile jest tam wysp.”

    nie rozumie, że nie chodzi o informację, wiedzę, tylko o SKOPIOWANIE TEKSTU, z jego formą, szykiem wyrazów, kolejnością zdań itp.

    oczywiście, że w tekstach popularnych, publicystyce nie podaje się ŹRÓDEŁ INFORMACJI. Ale pisząc teksty popularne i publicystykę… pisze się je samemu, a nie kopiuje cudze! Może pani profesor nie umie pisać?

    • 11 ztrewq

      Tak, ale w pracy naukowej. A ja nie uważałam wstępu za pracę naukową! Ja tylko wprowadzałam w temat, dyskusja naukowa toczyła się na dalszych stronach (…) Kiedyś popełniłam felieton o Indonezji, z której wróciłam, i też nie podałam źródła, pisząc ile jest tam wysp.”

      Zaiste, ktoś powinien jej wreszcie wytłumaczyć, co to jest plagiat. I czym się różni cytowanie źródeł od chamskiego kopiowania.

      Pomijając już fakt, że w wielu naukach cytaty stosuje się nawet we wstępie wprowadzającym w temat (chociaż często o wiele oszczędniej).

  9. Naukowiec kopiujący z Wikipedii… Ręce opadają. Toż mi w tekstach bynajmniej nie naukowych, a jedynie popularyzatorskich, głupio powoływać się na Wikipedię, bo „co to za źródło”. Z oporami odsyłam do Wikipedii w dyskusjach na forach… A pani prof. sobie wstęp pracy kopiuje z Wikipedii. Czasami mam wrażenie, że tytuły naukowe już kompletnie o niczym nie świadczą. I jeszcze to paplanie o zagrożeniach płynących z internetu… Już prędzej z lenistwa i głupoty. Bo internet jest akurat pełen świetnych źródeł. Jeszcze nigdy tylu ludzi nie miało tak łatwego dostępu do takiej liczby rzetelnych naukowych publikacji. Trzeba tylko umieć z tego korzystać.

    • No właśnie chciałem napisać, że w swojej dość krótkiej przygodzie z nauką nauczyłem się nawet odwoływanie się do Wikipedii nie powinno mieć miejsca. Trudno, aby tezy pracy naukowej podpierać wirtualną encyklopedią tworzoną przez wszystkich, zmieniającą się z dnia na dzień i dającą się do końca zweryfikować. Naprawdę przejście się do biblioteki jeszcze nikogo nie zabiło, a nawet – śmiem twierdzić – jest całkiem zdrowe.

      • 14 ztrewq

        Dla mnie Wikipedia jest bezcennym źródłem informacji, i nigdy nie zniechęcałem studentów do korzystania z Wiki. Zmuszałem ich tylko do czytania podawanych w Wiki źródeł, szukania źródeł na własną rękę, także wprzód i w tył po odnośnikach, i do cytowania tychże źródeł :-)

        Ale jako primer to Wikipedia jest genialna.

        • Tak, w Wiki można sobie coś sprawdzić, jak się zapomniało albo jak chce się zacząć przygodę z danym tematem. Ale nie umieściłbym przypisu do niej w artykule naukowym :D Wyglądałoby to zabawnie… Dodatkowo polska Wiki ma nadal bardzo słabo rozbudowane przypisy.

        • @sykofanta
          Moje wrażenie jest takie, że polska wiki wszystko ma słabo rozbudowane. Korzystam z niej chyba wyłącznie w połączeniu z angielską – jako słownika :-)

        • 17 ztrewq

          O, to, to, to. To prawda, Wiki nieoceniona jako słownik — bo można od razu sprawdzić, czy znaczenia rzeczywiście się pokrywają.

        • O tak! Zawsze z niej korzystam jako ze „słownika technicznego”. Osiąga się bardzo dobre rezultaty.

        • Jako źródło podstawowej bibliografii i słownik terminów z nieznanych mi dziedzin to Wikipedia oczywiście spisuje się świetnie i korzystam z niej w ten sposób. Najczęściej z wersji angielskiej.

    • 20 ztrewq

      Czasami mam wrażenie, że tytuły naukowe już kompletnie o niczym nie świadczą.

      Ja studentom zawsze mówię, że tytuł naukowy jest jak prawo jazdy. Nie jest świadectwem bycia lepszym kierowcą albo posiadania specjalnego talentu do prowadzenia samochodów, tylko stwierdzeniem pewnych umiejętności. Doktorat stwierdza, że rozumiesz na czym polega praca naukowa, potrafisz przeprowadzić i dokumentować badania naukowe, napisać pracę naukową, a habilitacja to jest license to teach. Znaczenie tytułu profesora — w sensie uściśnięcia dłoni prezydenta, a nie stanowiska na uczelni — mi trochę umyka.

      • Doktorat stwierdza, że rozumiesz na czym polega praca naukowa, potrafisz przeprowadzić i dokumentować badania naukowe, napisać pracę naukową

        Jak widać po przykłądzie pani prof. – niekoniecznie!

        • 22 ztrewq

          Och well, na drogach przecież pełno jest kierowców, którzy powinni raczej jeździć pociągiem.

  10. 23 gunther

    Chorobcia. A ja oknociłem studentkę jak mi referat zapodała tą samą metodą, tylko nie z WIkipedii.Jak widać nie powinienem… Trzeba było pochwalić za inicjatywę, kreatywność i umiejętność korzystania z googla. Bo teraz nauka sprowadza się do biegłego opanowania wyszukiwarki, jak rozumiem?



%d bloggers like this: