Cytat na dziś: Błażej Błażejowski

01Mar10

Błażej Błażejowski

Dzieciaki z takich szkół nie wierzą w siebie. Im się wydaje, że aby zostać naukowcem, trzeba być geniuszem. Myślą, że jeśli nawet się zdarzy, że będą studiować, to najwyżej na jednej z prowincjonalnych uczelni. Podczas zajęć z nimi wciąż więc podkreślam, że aby skończyć studia, należy być ambitnym i pracowitym, ale żaden geniusz nie jest do tego potrzebny.

Podpisuję się obiema rękami (chociaż nawet z ambicją i pracowitością bym nie przesadzał — starczy entuzjazm i ciekawość). Wywiad koniecznie przeczytać.



19 Responses to “Cytat na dziś: Błażej Błażejowski”

  1. 1 anuszka

    starczy entuzjazm i ciekawość

    ?

    Tu pisałeś trochę co innego…
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,107476835,107528382,Re_Nie_chodzi_o_dorastanie_.html

    Skuteczna praca naukowa to jest myśleć na okrągło o tym, nad czym się pracuje.
    Jak masz dzieci i je kochasz, jak spędzasz z nimi czas, to nie myślisz o pracy; czy jesteś mama, czy tata. Jak myślisz wtedy o pracy, to jest kijowo i smutno. Jak nie myślisz, to nie będziesz dobrym naukowcem. Nie da się przyjść do pracy o dziewiątej, włączyć mózgownicę tak, jak się włącza komputer i zacząć pracę tam, gdzie się poprzedniego skończyło; a o piątej zrobić save i shutdown i iść po dzieci do przedszkola.
    Nie wspominając o konferencjach, o pracach, które trzeba zrobić w weekend albo w środku nocy (bo eksperyment nie zaczeka), o deadlinach wymagających zrywu kreatywności między północą a szóstą rano.
    Albo rybki, albo akwarium.
    Przestałem wierzyć w możliwość połączenia udanej kariery naukowej z zajmowaniem się dziećmi, nawet w przypadku samców (przynajmniej tych, którzy pojawiają się czasem w domu). Nie wierzę, że mogą pomóc granty czy przedszkola.

    A zatem:
    Entuzjazm + ciekawość + brak życia osobistego
    Nie wiem, czy to by zachęciło dzieci z Pragi… Albo w ogóle kogokolwiek… Nie musisz być geniuszem, ale musisz być nerdem… ;-)

    • 2 ztrewq

      NO CHWILA! Ale Błażejowski pisze o kończeniu studiów, a ja piszę o dostawaniu Nobla!

      Ejże, ja mam dzieci i chociaż nie wierzę w „zrobienie kariery” w nauce (bo to trzeba by właśnie albo być geniuszem, albo poświęcić wszystko inne, albo jedno i drugie — ja pierdzielę taki interes), to myślę, że mam całkiem udane życie, i, nie bójmy się tego powiedzieć wprost, jestem naukowcem i to lubię.

      Inna sprawa, że jak akurat puszczałem tamten komentarz, to miałem wyjątkowego doła, co też się może przecież zdarzyć.

      • 3 anuszka

        Myślałam, że to odnosi się do:

        Im się wydaje, że aby zostać naukowcem, trzeba być geniuszem.

        Ale rzeczywiście potem pisze: żeby skończyć studia…
        Jeśli miałeś doła, to co innego. Sądziłam, że to była twoja permanentna opinia.

  2. 4 magda

    Jeszcze trzeba by zdefiniować, co to znaczy „skuteczna praca naukowa”. Na nauce się nie znam, ale znam jednego naukowca, który jest zajefajnym tatą, a i w pracy bardzo go chwalą. Robi to, co lubi i zarabia w ten sposób na życie czyli – obiektywnie rzecz biorąc – jest skuteczny. Jeśli natomiast chodzi o „niespełniony”, to jest osobna historia.
    Nie sądzę jednak, żeby ludziom myślącym o karierze naukowej (lub każdej innej, w gruncie rzeczy) dobrze robiło mówienie na wstępie „stary, jak chcesz mieć rodzinę, to żaden z ciebie naukowiec nie będzie; idź pracować na poczcie, inaczej nie ma sensu”. Frustracja rybkowo-akwariowa dotyczy wielu grup zawodowych, nie tylko naukowców.
    Ale dyskutujemy chyba o pozablogowej wypowiedzi :)

  3. 7 M

    „żaden geniusz nie jest do tego potrzebny”
    To prawda, choć często się zdarza, że ponadprzeciętna inteligencja i zainteresowania wcale nie pomagają. Spotkałem się już z sytuacjami gdy naprawdę zdolni, inteligentni ludzie nie mogli skończyć studiów przez nieprzychylnych ludzi prowadzących zajęcia, lub przynajmniej bardzo im to utrudniano.

    • 8 magda

      Hm, jeśli człowiek dopuszcza do sytuacji, kiedy „nieprzychylny wykładowca” zagraża jego studiom, to określiłabym go raczej mianem „ponadprzeciętnie nieinteligentny”. Kto nigdy nie spotkał durnego wykładowcy, niech pierwszy rzuci kamieniem…

  4. 9 M

    „jeśli człowiek dopuszcza do sytuacji, kiedy “nieprzychylny wykładowca” zagraża jego studiom, to określiłabym go raczej mianem “ponadprzeciętnie nieinteligentny””
    Łatwo powiedzieć, jeżeli jest się osobą dość „zaradną życiowo”, potrafiącą kombinować. To chyba najważniejsza umiejętność na studiach. Jest to co prawda jakiś rodzaj inteligencji, ale jest wiele osób bardzo inteligentnych w inny sposób, które w tej dziedzinie są raczej słabi.
    To tylko anegdota, ale znam osobiście dziewczynę która ma na pewno IQ powyżej 130 i uwielbia komputery, ale nie dane jej było ukończyć 1 roku informatyki na pewnej polskiej politechnice przez 2 lata z rzędu, z powodu gnębienia jej przez prowadzącą oraz likwidacji 2 terminu poprawkowego na egzaminie. Ktoś może powiedzieć, że gdyby dużo umiała to by zdała – zgodzę się, ale zaznaczam, że egzaminy z matematyki na 1 roku na politechnikach są zwykle trudne i znam mało osób, które zdały je całkowicie bez problemów. Więc z „starczy entuzjazm i ciekawość” bym nie przesadzał. :P

    • 10 magda

      „…jeżeli jest się osobą dość “zaradną życiowo”, potrafiącą kombinować. To chyba najważniejsza umiejętność na studiach.”

      O, ja kocham osoby zaradne życiowo i potrafiące kombinować. Cieszę się również, że ich dyplomy na oko niczym nie różnią się od tych mało zaradnych i nie potrafiących kombinować. To pierwszy zwiastun zmian w szkolnictwie wyższym. Trzeba w końcu promować zaradność i inne pożyteczne umiejętności, a nie tylko wiedzę wyklepaną z książek.

      • 11 Gammon No.82

        „Trzeba w końcu promować zaradność i inne pożyteczne umiejętności, a nie tylko wiedzę wyklepaną z książek.”

        Tak?
        http://www.allegro.pl/item930780532_mikrosluchawka_nowa_poznan_podsluch_wynajem.html

      • 12 sykofanta

        właśnie… czy przez zaradność życiową rozumiesz pasywność wobec zachcianek wykładowców (żeby ich nie rozsierdzić, bo nam utrudnią zaliczenie) oraz wymyślanie coraz to nowych i doskonalszych sposobów ściągania. Znam osoby tak zaradne życiowo, że potrafią ściągnąć wszystko i zaliczyć nadal nie wiedząc w ogóle, jaki to przedmiot. Czego to ma dowodzić? Inną sprawą jest, że wiedza wpajana na studiach często jest aż nazbyt teoretyczna i wykuwanie tego na pamięć nie ma sensu.

        Poza tym czasami zdarza się osoba, która nie tylko nie premiuje innowacyjnego podejścia, wyższych zdolności i zaangażowania, ale wręcz je tępi. Ostatnio na zajęciach liczyliśmy LD50. Na zajęcia, gdzie wykonuje się wiele powtarzalnych obliczeń noszę ze sobą komputer, aby robić ja w Excelu, bo dzióbanie na kalkulatorze nic do mojego życia intelektualnego nie wnosi. Otóż okazało się, że nie wolno liczyć w arkuszu, po pani prowadząca nie ufa temu i w ogóle nie wolno komputera używać, bo ona nie będzie mi w monitor zaglądać, a przecież mogę robi co innego na nim! To naprawdę bardzo demotywujące…

        • 13 magda

          …”czy przez zaradność życiową rozumiesz pasywność wobec zachcianek wykładowców (żeby ich nie rozsierdzić, bo nam utrudnią zaliczenie) oraz wymyślanie coraz to nowych i doskonalszych sposobów ściągania”…

          Erm, gdyby to nie do końca było jasne, to to był sarkazm, o tej zaradności.
          magda, osłupiała

        • 14 sykofanta

          „Erm, gdyby to nie do końca było jasne, to to był sarkazm, o tej zaradności.
          magda, osłupiała”

          Och, wybacz… Jestem ostatnio tak sfrustrowany moimi studiami i sytuacją na nich, że cały czas działam na wk*rwie. Właśnie prowadzę walki na studiach o jako takie warunki studiowania i źle odbieram niestety wszystkie uwagi na ten temat.

          Fakt, nie załapałem… Muszę się wyluzować w końcu, melisę będę pił, obiecuję. :D

  5. Ciekawy wywiad.
    Moim zdaniem – czym innym jest bycie naukowcem, a czym innym skończenie studiów. To pierwsze wymaga przede wszystkim entuzjazmu i ciekawości, pracowitości niekoniecznie, choć czasem się przydaje, no i sporo szczęścia. Jeśli ma się szczęście przy swoich zainteresowaniach, można naprawdę zajść daleko. A i nie trzeba w tym celu rezygnować z rodziny, czy innych spraw. Mam tu na miejscu przykłady takich delikwentów, ludzi, którzy naprawdę „zrobili karierę w nauce”. Na geniuszy nie wyglądają. Mają fajne rodziny (tak to wygląda), niektórzy z nich byli ciężko chorzy w czasie robienia tej kariery, itd., ale osiągnęli sporo. Te kwestie wydają mi się więc kluczowe.
    A czym innym jest skończenie studiów -to zrobić może przeciętnie inteligentny człowiek, jeśli również jest przynajmniej odrobinę zainteresowany tym, co robi. Umiejętności – też dobrze, żeby posiadał, no ale na studiach „przyrodniczych” nie da się lecieć wyłącznie na „wiedzy wyklepanej z książek”. Natomiast ze zdziwieniem czytam o aż tak „nieprzychylnych wykładowcach”, że aż zagrażają studiom. Za moich czasów (pracy i po jednej i po drugiej stronie) byli także i beznadziejni wykładowcy, ale dało się od nich odwołać, zdawać u kogoś innego, itd. Ale nie kwestionuję, że takie przypadki, jak opisuje M, zdarzają się. Pytanie tylko, co naprawdę reprezentowała sobą owa studentka.

    • 16 sykofanta

      >>no ale na studiach “przyrodniczych” nie da się lecieć wyłącznie na “wiedzy wyklepanej z książek”<<

      Zdziwiłabyś się… mam na studiach kolegów i koleżanki, którzy są już na 3 roku i nadal nie do końca wiedzą, co studiują. Nie rozróżniają realizowanych przedmiotów. Na egzaminie raz siedziałem koło gościa, który miał ściągi, ale nawet nie wiedział, co na nich ma. Studiuję technologię żywności, a zdarzają mi się pytania od kolegów, jak powstaje ser biały i czy gdy robiliśmy go na zajęciach, to serwatka, to było to żółte, czy to białe. O budowie komórki zapomnij w ogóle, oni nie wiedzą co to. Przeważająca większość zrobi jednak dyplomy i pójdzie w świat nadal nie do końca wiedząc, jaki kierunek skończyli i jaką specjalizację wybrali.

      • @ Sykofanta
        No więc właśnie – pytanie, co ci studenci sobą reprezentują. Bo zwykle słychać zwalanie na wykładowców. Choć tu także jest wykładowców winą, że takich, jak opisujesz, przepuszczają.
        Jest to przerażające, że tacy ludzie kończą studia. Nie są oni jednak dobrymi studentami (a o takich, mam wrażenie, chodziło). Wierzę jednak, że jeśli zapragną nagle robić naukę, to douczą się wielu potrzebnych rzeczy. No i piszesz o 3. roku – jeszcze mają czas, żeby załapać, o co w tym biega :-)

        • 18 sykofanta

          Właśnie się zastanawiam, czy załapią przed zrobieniem inżyniera, czy raczej nie… :D Oczywiście mnie jest łatwo się wymądrzać, bo ja przez wiele lat „dojrzewałem” na innych studiach :P

  6. 19 też naukowiec

    Znam dorobek tego pana BB i powiem, że jak na singla to nie jest on imponujący (a propos cytatu wstawionego przez Anuszkę na samej górze). Ja mam rodzinę i pracę naukową na głowie, i spokojnie daję radę, po prostu chcieć to móc. I dokładnie przychodzę do pracy o 9:30 a wychodzę o 16:00 robiąc save i shudown. W domu obiad i zabawa z dziećmi, rozmowy z żoną i rankiem znowu do pracy. I powiem wam że wszystko się pięknie układa i nauka się kręci. Nawet naukowiec musi mieć przerwy w myśleniu, mózg to nie perpetuum mobile. Nie jestem wyjątkiem.



%d bloggers like this: