Prawie jak prawdziwy

19Wrz09
Prawie jak prawdziwy: tandetny aparat wygląda jak lustrzanka (Fot. www.kameramuseum.de)

Prawie jak prawdziwy: tandetny aparat wygląda jak lustrzanka (Fot. http://www.kameramuseum.de)

Obok na zdjęciu widać coś, co przypomina profesjonalną lustrzankę. W rzeczywistości jest to wydmuszka — niskiej jakości aparat typu idiotenkamera w obudowie z tandetnego plastiku. Podobnie jest z artykułem autorstwa panów Geierów na temat szczepionek. Z daleka wygląda na publikację naukową, z bliska okazuje się nieudolną makietą dla pozerów.

Praca panów Geierów zdaje się dowodzić związku między szczepieniami a chorobami neurodegeneratywnymi czy autyzmem. W rzeczywistości dowodzi prawdziwej lub udanej nieznajomości statystyki i podstawowych praktyk. Autorzy korzystali z bazy danych VAERS, w której zbierane są w USA doniesienia na temat schorzeń temporalnie związanych ze szczepieniami. Innymi słowy, gdy dziecko lub dorosły na coś zachoruje, a kiedyś w przeszłości było na coś szczepione, lekarz lub rodzic może wprowadzić schorzenie do VAERSa, niezależnie od tego, czy istnieje związek między szczepieniem, czy nie. Autorzy porównali liczbę schorzeń po podaniu szczepionek z zawierającym rtęć tiomersalem z liczbą schorzeń po podaniu szczepionek bez tiomersalu.

Zanim zabiorę się za szczegóły, jedna uwaga ogólna. Otóż ja również uważam, że dożylne podawanie związków rtęci noworodkom to nie jest coś, co można lekceważyć, niezależnie od wyników badań naukowych. O ile to możliwe, tiomersal powinien być zastąpiony czymś innym… z czym, niestety, są kłopoty – ale to temat na osobną notkę.

Zaczniemy od rzeczy najbardziej oczywistych. Pierwsze podejrzenia budzą ilustracje i tabela. Tabela jest zrobiona nieporządnie, a w danych liczbowych — podawanych z dużą dokładnością — brak informacji o błedzie statystycznym. Błędów statystycznych nie dojrzy się też na ilustracjach. Co więcej, policzono co prawda współczynnik korelacji, ale nie policzono prawdopodobieństwa, z jakim ten współczynnik może wynikać z przypadku (tzw. wartość p / p value). Nic dziwnego: łatwo policzyć, że w przypadku krzywych na rys. 1A wynosi ono ponad 0.2, co oznacza brak istotności statystycznej. Innymi słowy, wyniki z rysunków nie mają żadnego znaczenia. Na dodatek rysunki ozdobione się wygładzonymi eksponencjalnymi krzywymi — w tym wypadku jest to zabieg niedopuszczalny. Obrazki mają więc taką wartość naukową jak związek między ociepleniem klimatu a liczbą piratów, czyli dowodem na istnienie Flying Spaghetti Monster (FSM).

Uważna lektura wyjawi kolejne nieścisłości czy nawet przekłamania. Bart przytomnie zauważył że podane w tabelce ilości mikrogramów rtęci podanej do organizmu wraz ze szczepionką zawierającą tiomersal oraz dopuszczalnej ilości rtęci dotyczą różnych związków chemicznych. Metylek rtęci jest bowiem związkiem silnie toksycznym, który odkłada się w organiźmie. Tiomersal w organiźmie dysocjuje na etylek rtęci, związek który jest znacznie szybciej wypłukiwany z organizmu, i którego toksyczne właściwości (tak, etylek rtęci także jest toksyczny) są bardzo różne od metylku rtęci. Ilość alkoholu (etylowego) w butelce piwa wielkrotnie przekracza dopuszczalną ilość dozwoloną przez FDA dla alkoholu (metylowego), ale czego to dowodzi poza niestosownością takich porównań? Niemniej jednak, jak wspominałem, związki rtęci to związki rtęci, i, o ile to możliwe, lepiej ich unikać (piwa też lepiej nie pić za dużo, neuropatologiczne skutki spożycia alkoholu są wszak dobrze opisane).

Pobieżna inspekcja prezentowanych danych w kontekście opisanej przez autorów metody wskazuje na kolejny dyskwalifikujący problem z ich badaniami. Otóż podzielili oni schorzenia na trzy grupy podług ilości otrzymanej rtęci. Osoby, które otrzymały szczepionkę bez thimerosalu zostały zakwalifikowane do grupy kontrolnej — ale USA od X lat nie stosuje się już thimerosal. Oznacza to, że średnia wieku w grupie kontrolnej jest znacznie niższa, a wobec tego grupy różnią się nie tylko ze względu na otrzymaną dawkę thimerosalu. Jakiekolwiek różnice w częstości występowania np. autyzmu między grupami nie muszą więc wynikać z różnic w szczepionkach. Poza tym, autorzy piszą, że dla każdej z grup policzyli średnią dozę rtęci — a w takim razie, gdzie są przedziały ufności dla średniej?

Tutaj trzeba się na chwilę zatrzymać nad źródłem danych. Baza VAERS jest niewątpliwie użyteczna i stanowi ważne narzędzie w takich analizach; jednak posiada pewne oczywiste ograniczenia, i każdy, kto z niej korzysta, jest o nich informowany na przed pobraniem danych. Po pierwsze, informacje do bazy danych może wprowadzać każdy, nie tylko lekarze. Po drugie, informacje te ulegają jedynie rudymentalnej weryfikacji, zatem ich prawdziwość może być różna. O tym, że jest to naprawdę problem, świadczy korelacja między doniesieniami o autyźmie a procesami wytaczanymi producentom szczepionek. Jeśli nie chce się zarzucić autorom głupoty i braku zrozumienia słowa pisanego, to można im zarzucić tylko brak uczciwości.

Czy wartości podane przez autorów w ogóle są prawdziwe? Ciężko ocenić, ponieważ autorzy nie podają dokładnie wyprowadzenia tych wartości. I tutaj dochodzimy do samego sedna, do kwestii, którą wbija się w głowę każdemu studentowi od pierwszego projektu, w którym bierze udział. Każdy artykuł naukowy ma być napisany tak, by opisane badania, eksperymenty, wyliczenia można było powtórzyć. To jest główna cecha charakterystyczna artykułu naukowego, odróżniająca go od esejów, artykułów popularnonaukowych, literatury pięknej, poezji albo kreacjonistycznych bredni. Moi studenci piszący prace licencjackie lepiej potrafili napisać część „Metody” (zresztą, zazwyczaj najłatwiejszą do napisania) niż Geierowie. Rzecz ciekawa, autorzy cytują inną pracę o bardzo podobnej metodologii, której autorzy jakoś są w stanie opisać dokładnie swoje metody, podać błędy standardowe itp.

Na koniec jeszcze jedno: rozszarpanie jednego artykułu nie oznacza, że związku między tiomersalem a autyzmem nie ma (chociaż osobiście wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne zważywszy na liczbę przeprowadzonych badań). Tym bardziej zaś nie oznacza, że szczepionki nie mają efektów ubocznych. Jednak z wyjątkiem takich pseudonaukowych artykułów jak ten przedstawiony, wszystkie dane wskazują na znaczną przewagę korzyści ze szczepionek. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, ile nieszczepionych dzieci umierało i umiera na choroby, które dzięki powszechnym szczepieniom nam wydają się zupełnie niegroźne.

Właściwie, to chciałem w tej notce powtórzyć badania Geierów. Niestety, po pierwsze Geierowie nie dzielą się swoimi metodami, po drugie, musiałbym ręcznie wyszukać skład kilkuset szczepionek (albo lepiej). Nie mam na to czasu. Ale o Geierach jeszcze będę pisał.



2 Responses to “Prawie jak prawdziwy”

  1. 1 dyspensor

    Jest tylko jedna nieścisłość:

    „USA od X lat nie stosuje się już thimerosal”

    prawie prawda – chociaż w niektórych szczepionkach wciąż występuje w ilościach śladowych:

    http://www.fda.gov/BiologicsBloodVaccines/SafetyAvailability/VaccineSafety/UCM096228

    • 2 ztrewq

      Whatever. Nie zmienia to faktu, że są istotne różnice między porównywanymi grupami, które nie mogą być sprowadzone li tylko do ilości przyjętego tiomersalu.



%d bloggers like this: