Cytat na dziś

19Wrz09

Cudne zdanie z polskiej blogosfery:

Teoria ewolucji jest tak prosta, że aż prostacka. Zbyt proste odpowiedzi na bardzo złożone i trudne pytania.
Tak jak napisałeś, jest to bajka dla dorosłych, dla głupich dorosłych.

A Jacques Monod napisał tak:

[A] curious aspect of the theory of evolution is that everybody thinks he understands it.



36 Responses to “Cytat na dziś”

  1. 1 Moon

    A cóż tu jest do rozumienia?

    Dryfujący poprzez tysiąclecia samolubny gen… Niczym samotny jeździec Apokalipsy… Sam się stworzył i sam się napędza…

    Bajka dla dorosłych.

    • 2 ztrewq

      A cóż tu jest do rozumienia?

      „Co takiego trudnego w tej fizycyce jądrowej? Szesnastoletni pomywacz tego nie wie” (to też cytat)

      j.

  2. 3 Moon

    Fizyka jądrowa w przeciwieństwie do teorii ewolucji została zastosowana w praktyce… (elektrownie atomowe, Hiroshima i Nagasaki)

    Teoria ewolucji jest ciągle tylko nie do końca udowodnioną teorią.

  3. 4 ztrewq

    Dziękuję za uroczy cytat, wydrukuję sobie nad biurkiem. Będę o tym pamiętał — dam znać, jak tylko uda mi się zabić paręset tysięcy ludzi, skoro tylko to Panią przekonuje.

    Do innych czytelników, tylko pro forma:

    1) dowody to są w matematyce. Teoretyczne podstawy fizyki nie są bardziej udowodnione niż teoretyczne podstawy biologii.

    2) praktyczne zastosowanie STE to np.
    – poszukiwanie homologów (proszę sprawdzić, ile cytowań ma artykuł Altschula o BLAST i co to są matryce PAM; Altschul ete al. 1990 i późniejsze; Dayhoff et al. 1978)
    – funkcjonalna annotacja genomów (np. Ashurst & Collins 2003; Reed et al 2006; Sivashankari et al. 2006)
    (powyższe dwa punkty ciężko przecenić, na nich opiera się cała współczesna biologia molekularna, bioinformatyka, genomika, metody HT, za czem i spora część medycyny)
    – systems biology (Koonin & Wolf 2006)
    – przewidywanie struktury białek (Griffiths 1998)
    – epidemiologia (oczywiście)
    – projektowanie nowych antybiotyków
    – planowanie schematów podawania antybiotyków i innych leków (np. przeciwmalarycznych)

    Takie tam szczególiki. Bez nich co prawda nie byłoby współczesnej medycyny, ale wiadomo przecież, że współczesna medycyna to oszustwo, gruźlicę najlepiej się leczy zimnymi okładami i herbatką z pokrzywy. No i puszczanie krwi, nie zapominajmy o puszczaniu krwi.

    j.

    • 5 Moon

      „Dziękuję za uroczy cytat, wydrukuję sobie nad biurkiem. Będę o tym pamiętał — dam znać, jak tylko uda mi się zabić paręset tysięcy ludzi, skoro tylko to Panią przekonuje.”

      Ale dobroczynne (choć nie zawsze) elektrownie jądrowe już Pan zgrabnie pominął…

      • 6 ztrewq

        Bynajmniej. Podałem przecież multum praktycznych zastosowań stanowiących m.in. podstawy medycyny molekularnej.

  4. 7 Moon

    I czy to wszystko, co Pan wypisał, udowadnia tezę, że życie na Ziemi powstało samoistnie, gdzieś w jakiejś gorące, wilgotnej, atomowej burzy (biogeneza, część teorii ewolucji)?

    • 8 ztrewq

      Sweetie, ja pracuję nad chorobą zabijającą rocznie dwa miliony ludzi. Gówno mnie obchodzą jakieś wilgotne atomowe burze (co to w ogóle kurna jest, gorąca, wilgotna atomowa burza? Z czego to, Lwa Starowicza? Bo z bbiogenezą to chyba raczej nie ma nic wspólnego, ale nie wiem, nie jestem w tym specjalistą). A dowodzenie to drzwi obok, matematyka.

      Jak ma Pani jakiś nowy sposób na przewidywanie funkcji białek nie oparty na ewolucji, to proszę, mnie tam zajedno, średnio połowa białek w każdym genomie bakterii nie ma przypisanej żadnej funkcji. Każdego, kto będzie potrafił wyjaśnić funkcjonowanie nieznanych białek w genomach HIV, zarodźca malarii albo M. tuberculosis czekają laury (albo forsa, zależnie od karmy), chociażby użył do tego różdżki czarodziejskiej.

      j.

  5. 9 Moon

    „Gówno mnie obchodzą jakieś wilgotne atomowe burze (co to w ogóle kurna jest, gorąca, wilgotna atomowa burza? Z czego to, Lwa Starowicza? Bo z bbiogenezą to chyba raczej nie ma nic wspólnego, ale nie wiem, nie jestem w tym specjalistą).”

    Wilgoć i ciepło były warunkiem niezbędnym do powstania życia w teoretycznie istniejącym pra-oceanie. Potem ruszyła ewolucja. I na końcu z jednego z jej łańcuchów pojawił się człowiek… Ale to Pan wie, i o to cały ten spór… O początki, i o rolę tej ewolucji: decydującą czy tylko pomocniczą w powstaniu człowieka.

    • 10 ztrewq

      Gdyby spór był tylko o początki, to by go w ogóle nie było. Z mojego punktu widzenia może być tak, jak pisze Dobra Książka, tzn. niejaki Pugg i Ban wywalili śmieci ze swojego kosmolotu i mieszali je łopatą w lewą stronę. O początkach życia można bowiem póki co tylko spekulować i pokazać, że biogeneza jest możliwa — ale żadnych „dowodów” nie ma i pewno w najbliższym czasie nie będzie.

      Standardowa Teoria Ewolucji to nie tylko biogeneza. Owszem, dla ludzkości ważne było uświadomić sobie, że życie *mogło* powstać bez supernaturalnej pomocy, ale to jakby dodatkowy bonus.

  6. 11 Moon

    Napisałam:
    „Teoria ewolucji jest tak prosta, że aż prostacka. Zbyt proste odpowiedzi na bardzo złożone i trudne pytania.”

    Prostactwo, które miałam na myśli to próby wyjaśnienia wszystkiego poprzez przypadek; w tym zupełną przypadkowość powstania życia na Ziemi – wiele osób włącza to przekonanie w swoje rozumienie teorii ewolucji.

  7. 12 bart

    Prostactwo, które miałam na myśli to próby wyjaśnienia wszystkiego poprzez przypadek; w tym zupełną przypadkowość powstania życia na Ziemi – wiele osób włącza to przekonanie w swoje rozumienie teorii ewolucji.

    A, to wszystko jasne. Nie teoria ewolucji jest prostacka, tylko ty się wykładasz na jej pierwszym schodku. Pocieszę cię: nie ty jedna. Wielu kreacjonistów też.

  8. 13 Moon

    Bart

    „A, to wszystko jasne. Nie teoria ewolucji jest prostacka, tylko ty się wykładasz na jej pierwszym schodku. Pocieszę cię: nie ty jedna. Wielu kreacjonistów też.”

    Nie wykładam się. Wyraziłam się tylko zbyt ogólnie… Nie każdy musiał wiedzieć, co mam na myśli. Mój błąd.

    Nie jestem kreacjonistką, ale nie wierzę w przypadkowość naszego istnienia. I sądzę, że kreacjoniści mają sporo słusznych obserwacji.

    • 14 ztrewq

      Po pierwsze, bardzo proszę odpowiadać „w schodki”, tzn. pod odpowiedzią, którą się komentuje.

      Nie jestem kreacjonistką, ale nie wierzę w przypadkowość naszego istnienia.

      Zarówno ten, jak i poprzedni cytat wskazują na pewne braki w podstawach biologii, w szczególności tematu, na jaki się Pani wypowiada. Wnoszę, że nie zna pani formalizmów ani dryfu genetycznego (mechanizmu, który prędzej można by podciągnąć pod „przypadkowość istnienia”), ani doboru naturalnego (czyli siły na ogół przeciwstawnej).

      Napiszę może, jak z tą „przypadkowością” radzą sobie znani mi wierzący ewolucjoniści. Niektórzy sądzą, że ich Bóg potrafił po prostu w odpowiedni sposób ustalić warunki początkowe, jak zręczny kuglarz, który wie, jak rzucić monetą, by wypadła reszka. Inni myślą, że Bóg kieruje przypadkiem w sposób dla nas zupełnie niepojęty i nieogarniony, czyli podmienia rzuconą monetę tak, by leżała reszka.

      Mnie to tam lata. Jak kreacjoniści stworzą swojego kreacjonistycznego wykrywacza genów albo kreacjonistycznego blasta, i jak te narzędzia będą lepsze od istniejących, to się zastanowię nad ich „słusznymi obserwacjami”.

      Natomiast doskonale rozumiem tą bardzo ludzką potrzebę wiary w wyższe siły, nieprzypadkowość zjawisk, głębszy sens naszego istnienia. Jest to tragiczne i komiczne zarazem. Lem to kiedyś pięknie ujął w „Wizji lokalnej”, ale oszczędzę Pani cytatu. Themerson natomiast słowami kardynała Pölätüo bardzo trafnie oddał relację między tymi, którzy wierzą w Wyższe Siły, Los i Przeznaczenie, a tymi, którzy… widzą to, co widzą.

      j.

  9. 15 Moon

    „Wnoszę, że nie zna pani formalizmów ani dryfu genetycznego (mechanizmu, który prędzej można by podciągnąć pod “przypadkowość istnienia”), ani doboru naturalnego (czyli siły na ogół przeciwstawnej).”

    Czytałam o dryfie genetycznym, znam w miarę dobrze teorię doboru naturalnego, nie słyszałam tylko o formalizmach.

    I wiem, że wśród biologów zajmujących się ewolucją nie ma jednomyślności, są rozmaite teorie i spojrzenia na ewolucję. Nie tylko Dawkins-ateista zajmuje się ewolucjonizmem.

    „Themerson natomiast słowami kardynała Pölätüo bardzo trafnie oddał relację między tymi, którzy wierzą w Wyższe Siły, Los i Przeznaczenie, a tymi, którzy… widzą to, co widzą.”

    Właśnie dlatego, że widzę to, co widzę, wierzę w Los, Przeznaczenie, Siły Wyższe… I nie jest to paradoks.

    • 16 Moon

      Przepraszam, że znowu nie było w schodki.

    • 17 bart

      Czytałam o dryfie genetycznym, znam w miarę dobrze teorię doboru naturalnego, nie słyszałam tylko o formalizmach.

      Hihihi.

      Formalizmy formalizmami, ale gdybyś naprawdę miała pojęcie o doborze naturalnym, nie twierdziłabyś, że teoria ewolucji „wyjaśnia wszystko poprzez przypadek”.

      I wiem, że wśród biologów zajmujących się ewolucją nie ma jednomyślności, są rozmaite teorie i spojrzenia na ewolucję. Nie tylko Dawkins-ateista zajmuje się ewolucjonizmem.

      O, z pewnością się spierają, ale z tego co wiem, nie są to spory z ideami kreacjonistycznymi. Poza tym ci goście to straszni bezbożnicy, wiesz?

      • 18 Moon

        Nie teoria ewolucji wyjaśnia wszystko przez przypadek, ale większość znawców ewolucji twierdzi, że biogeneza, która zapoczątkowała całą ewolucję, miała miejsce przez przypadek – zrządzenie sprzyjających okoliczności.

    • 19 ztrewq

      Czytałam o dryfie genetycznym, znam w miarę dobrze teorię doboru naturalnego, nie słyszałam tylko o formalizmach.

      Erm, tak, i pisze Pani, że STE próbuje wszystko wyjaśnić przez przypadek? Ja chyba czegoś nie rozumiem. Co jest przypadkowe, dryf genetyczny czy przeciwstawiony mu dobór naturalny? Co do formalizmów, to przepraszam, mnie osobiście akurat najłatwiej zrozumieć to, co da się ująć równaniami, dlatego studentom zawsze doradzam przejść przez formalizmy, a dopiero potem wyciągać jakieś wnioski.

      I wiem, że wśród biologów zajmujących się ewolucją nie ma jednomyślności

      Inaczej byłaby to nudna dziedzina. Ale w pewnych rzeczach prawie wszyscy się zgodzimy (i to nie tylko „my, ewolucjoniści” — ale „my, biolodzy”) — na przykład w tym, że określanie STE mianem „bajki dla dorosłych” nie jest (a) denerwujące (b) bezkompromisowe (c) nowatorskie (d) kulerskie (e) krytyczne (f) niezależne, tylko po prostu i zwyczajnie głupie.

      j.

      • 20 Moon

        „Co jest przypadkowe, dryf genetyczny czy przeciwstawiony mu dobór naturalny?”

        Osobnik (gen) dobiera sobie w danej populacji najbardziej pasujące mu geny. Gdyby trafił do innej populacji, dobrałby sobie nieco inne geny. Element przypadkowości. A jak dodać do tego przeróżne mutacje genetyczne, różnorodne mogą być efekty końcowe. Rachunek ewolucyjnego prawdopodobieństwa.

        Bajką jest wiara, że ewolucja (nasze życie) nie ma celu nadrzędnego, czymkolwiek by on nie był. Że to wszystko przez przypadek.

        • 21 ztrewq

          Osobnik (gen) dobiera sobie w danej populacji najbardziej pasujące mu geny.

          Gen sobie pasujące geny dobiera? Przecież to bełkot, co Pani tu wypisuje.

          A jak dodać do tego przeróżne mutacje genetyczne, różnorodne mogą być efekty końcowe. Rachunek ewolucyjnego prawdopodobieństwa.

          Tzn. istnienie mutacji to „bajka dla dorosłych”?

          Bajką jest wiara, że ewolucja (nasze życie) nie ma celu nadrzędnego, czymkolwiek by on nie był. Że to wszystko przez przypadek.

          Po pierwsze, gdyby Pani napisała powyższe zdanie, a już najlepiej usunęła z niego nawiązanie do dziedziny nauki, to nikt by sobie z Pani nie szydził. Mnóstwo ludzi tak ma, że wierzą w nadrzędne cele, misje z góry na nich nałożone, los, przeznaczenie itp. Jak już wspominałem, dla katolików-ewolucjonistów istnienie nadrzędnego celu nie kłóci się z ewolucją jako środkiem do osiągnięcia tego nadrzędnego celu, a Wszechmocny Bóg nie ma problemu, żeby poradzić sobie z rachunkiem prawdopodobieństwa w świecie, który sam stworzył:

          To prawda, Darwin usunął konieczność istnienia Boga, pokazał mechanizm alternatywny, prowadzący do wytworzenia organizmów o rzędy wielkości bardziej złożonych niż zegarek, a powstających bez, przynajmniej bezpośredniego, zaangażowania Zegarmistrza.(…) Po Darwinie już nie możemy powiedzieć: „wiem, że istnieje Bóg”. Możemy jedynie powiedzieć: „wierzę, że istnieje Bóg”. To spora różnica. (…)
          [M]amy prawo wierzyć i używanie teorii ewolucji do udowadniania, że Boga nie ma, jest czystym nadużyciem. Teoria ta mówi tylko, że Boga może nie być, a nie że Boga nie ma. Nie musimy sięgać do hipotezy o istnieniu Boga, by wyjaśnić rzeczywistość przyrodniczą, ale nie możemy też wykluczyć, że niewidzialna ingerencja Boga w procesy losowe spowodowała, że świat jest taki, jaki jest, że właśnie ta jedna z wszystkich możliwych historii się zrealizowała.

          Prof. Jan Kozłowski, katolik i ewolucjonista, UJ.

          Jak ktoś wierzy w Boga, a nie wierzy w to, że Bóg może kierować losem i ewolucją, to wierzy w niepełnosprawnego Boga, Boga-inwalidę. Ale to truizm. Ja myślę, że oponenci STE najbardziej boją się tego, że jak stracą „dowody na istnienie Boga”, jak przyjmą do wiadomości, że bez Boga też mogliśmy dojść tu, gdzie jesteśmy, jak przyznają że jest cień możliwości, że to wszystko nie ma Nadrzędnego Sensu — i trzeba w ten cel po prostu bezwarunkowo wierzyć, „zaufać Bogu”, to — stracą też wiarę. Czyli ich wiara jest po prostu chuja warta.

          Ale to wszystko to metafizyka. Mnie to od dawna lata koło pióra. Ewolucja to dziedzina nauki, mająca praktyczne zastowania. Jak się wypisuje takie rzeczy, jak cytat, od którego zaczął się ten wątek, to człowiek tylko samego siebie stawia w niekorzystnym świetle. Proszę się nie dziwić, że potem ludzie się śmieją.

          j.

  10. 22 Moon

    Bełkot?

    Nie jestem biologiem, ale humanistką i używam na to wszystko swojego przenośnego języka. (Biologię miałam w liceum w zakresie klasy matematyczno-fizycznej).

    Tzn. istnienie mutacji to “bajka dla dorosłych”?

    A czy genetyka to cała teoria ewolucji? Sama genetyka jest bardziej „dowiedziona” niż wiele tez ewolucjonistów.

    „Jak się wypisuje takie rzeczy, jak cytat, od którego zaczął się ten wątek, to człowiek tylko samego siebie stawia w niekorzystnym świetle. Proszę się nie dziwić, że potem ludzie się śmieją.”

    A niech się śmieją skoro nie rozumieją, że to retoryka. Wyjaśniłam tu potem, że to było bardzo ogólne.

    Ja wierzę w Boga, bez żadnych dodatkowych ideologii (chrześcijaństwo, judaizm, hinduizm, i inne).

    • 23 ztrewq

      Bełkot?

      Bełkot.

      Nie jestem biologiem, ale humanistką i używam na to wszystko swojego przenośnego języka.

      „Nie jestem matematykiem, ale humanistą, i w rozmowie o całkowaniu używam na to wszystko swojego przenośnego języka”.

      Proszę Pani, raczyła Pani zauważyć, że to jest *Pani* przenośny język. Trudno się więc dziwić, że nie może się Pani porozumieć z ludźmi, którzy używają języka właściwego danej dziedzinie nauki.

      A czy genetyka to cała teoria ewolucji? Sama genetyka jest bardziej “dowiedziona” niż wiele tez ewolucjonistów.

      Po pierwsze, pozwolę sobie zauważyć, że bardzo Cieszy mnie, że użyła pani cudzysłowów – zatem moja skromna działalność edukacyjna przynosi owoce; już Pani wie, że używanie słowa „dowód” w tym kontekście jest niewłaściwe. Niestety, na tym moje pochwały się kończą. Pani wypowiedź można strawestować tak: „Samo budowanie rakiet jest bardziej „dowiedzione” niż wiele tez fizyków teoretyków”.

      Genetyka opiera się na ewolucji. Ewolucja obejmuje genetykę. Nie sposób być współczesnym genetykiem molekularnym i nie korzystać na tym czy innym etapie z teorii ewolucji. Cała genomika, transkryptomika i inne -miki mają u swych podstaw założenia wypływające z teorii o wspólnym pochodzeniu gatunków i istnieniu mechanizmów ewolucyjnych — od mutacji poprzez dryf genetyczny aż po dobór naturalny. Podałem na tym blogu przykład odkrycia nowego leku na malarię. Porównawcze studia genomowe zarodżca malarii miały sens tylko na gruncie teorii ewolucji, a użyte narzędzia — do MSA czy poszukiwania homologów — opierają się na modelach ewolucyjnych.

      Z drugiej strony, nic tak nie potwierdziło przewidywań ewolucjonistów jak bezpośredni wgląd w organizmy na poziomie ich genomów. Ale to temat na całą książkę, i niejedna taka książka już powstała.

      A niech się śmieją skoro nie rozumieją, że to retoryka.

      Zaraz tam retoryka. Zwykły trolling.

      Co do wiary w Boga, to zacytuję serial „Firefly”: „Do you mind if I say grace? — Only if you say it out loud”. Ja wiarę w Boga uważam za wiarę w bajki dla dorosłych, jeśli będę chciał kiedyś o tym dyskutować (w co wątpię, bo to strata czasu) to zagoszczę na Pani blogu. A następne wyznanie wiary w komentarzu zostanie wykasowane. Może to Pani rozumieć w ten sposób: my tu dyskutujemy o sprawach przyziemnych i prostackich, nie mieszajmy do tego Pana Boga.

      j.

  11. 24 Moon

    “Nie jestem matematykiem, ale humanistą, i w rozmowie o całkowaniu używam na to wszystko swojego przenośnego języka”

    Pewnie da się mówić przenośnie o całkowaniu, ale zapomniałam już prawie zupełnie czym były całki i pochodne.

    Trudno się więc dziwić, że nie może się Pani porozumieć z ludźmi, którzy używają języka właściwego danej dziedzinie nauki.

    Na pewno Pan zrozumiał, co miałam na myśli.

    Tu nie ma poza Panem żadnych specjalistów w tej dziedzinie, mimo to każdy na blogach dyskutuje o tym i owym. To blogi popularne, nie naukowe. Choć niektórzy udają naukowców, lepiej lub gorzej. Po prostu blogosfera.

    • 25 ztrewq

      Na pewno Pan zrozumiał, co miałam na myśli.

      Em pstrem bzdrem. To tylko przenośnia, oczywiście, ale na pewno Pani zrozumiała, co miałem na myśli.

      Tu nie ma poza Panem żadnych specjalistów w tej dziedzinie

      Tu w ogóle poza nami nie ma nikogo.

      To blogi popularne, nie naukowe. Choć niektórzy udają naukowców, lepiej lub gorzej. Po prostu blogosfera.

      Pani mówi za siebie, jak mniemam.

      j.

      EDIT: Jestem pod wrażeniem, jak doskonale ignoruje Pani moje impertynencje. Chapeau bas!

      • 26 Moon

        Mnie Pana impertynencje nie urażają, nie dotykają. Nie takich impertynentów można spotkać w sieci, zwykle mających zbyt wysokie mniemanie na temat własnej mądrości i własnego znaczenia.

        Teraz już wiem, że dyskusja z Panem nie ma sensu, bo Pana głównym środkiem są właśnie impertynencje. Jest bezcelowa. Wśród impertynencji ginie Pana przekaz.

        • 27 ztrewq

          Mnie Pana impertynencje nie urażają, nie dotykają. Nie takich impertynentów można spotkać w sieci, zwykle mających zbyt wysokie mniemanie na temat własnej mądrości i własnego znaczenia.

          E tam, ja myślę, że Pani po prostu to lubi. „Ty chyba nie na polowanie tu przyszedłeś”.

          Teraz już wiem, że dyskusja z Panem nie ma sensu, bo Pana głównym środkiem są właśnie impertynencje. Jest bezcelowa. Wśród impertynencji ginie Pana przekaz.

          Oczywiście. Bo źródła, cytaty, informacje i starannie przygotowane artykuły są skierowane do bardziej chłonnych i ciekawych czytelników.

          j.

      • 28 Moon

        To blogi popularne, nie naukowe. Choć niektórzy udają naukowców, lepiej lub gorzej. Po prostu blogosfera.

        Pani mówi za siebie, jak mniemam.

        Naprawdę mało jest prawdziwych naukowców wśród blogerów. Nie wszystko złoto, co się świeci.

        • 29 ztrewq

          Naprawdę mało jest prawdziwych naukowców wśród blogerów. Nie wszystko złoto, co się świeci.

          Oj, wiem, wiem. Dlatego właśnie piszę tego bloga. Ja wiem, że historyjki o szrotówku kasztanowcowiaczku są dla wielu nudne, i wszyscy znacznie bardziej jarają się flejmwarem z Moon. A mnie, prawdę powiedziawszy, bardziej interesuje szrotówek, więc dalej będę pisał swoje.

          j.

        • 30 bart

          Ja wiem, że historyjki o szrotówku kasztanowcowiaczku są dla wielu nudne, i wszyscy znacznie bardziej jarają się flejmwarem z Moon.

          E tam. Flejmłorami z Moon zajmują się już całe wyspecjalizowane blogi. Owszem, miło popatrzeć, jak się ktoś nowy z ciocią zderza, ale na dłuższą metę jest to nie do zniesienia.

        • 31 Moon

          „A mnie, prawdę powiedziawszy, bardziej interesuje szrotówek, więc dalej będę pisał swoje.”

          Ku chwale blogosfery.

        • 32 Moon

          I to Pan zaczął (zacytowanie mojej wypowiedzi).

        • 33 ztrewq

          I to Pan zaczął (zacytowanie mojej wypowiedzi).

          Bo strasznie śmieszna.

          A zacytowanie to nie dość, że zacząłem, ale również skończyłem — i to zaraz w następnej linijce.

          j.

        • 34 Moon

          A zacytowanie to nie dość, że zacząłem, ale również skończyłem — w następnej linijce. Chyba, że chciała Pani napisać “(od zacytowania mojej wypowiedzi)” — no ale to Pani tutaj jest humanistką, co nie zna całek.

          Ja nie znam całek, a Pan jak naukowiec, co nosa nie wytyka poza laboratorium…

          W tym przypadku nie ma znaczenia czy napisze się „zacytowanie mojej wypowiedzi”, czy „od zacytowania mojej wypowiedzi”, bo użyłam nawiasu gdzie podałam PRZYCZYNĘ.

        • 35 Moon

          O, moja odpowiedź już nieaktualna, bo Pan zmienił treść swojej odpowiedzi.

        • 36 ztrewq

          No właśnie
          dobiegamy
          do
          granicy
          możliwości
          schodków

          (zmieniłem
          po
          namyśle,
          bo
          głupio
          się
          czepiałem)

          j.



%d bloggers like this: